lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 744

mógł z tej przyczyny, że Hassling, zapadłszy w ciężką chorobę, od kilku tygodni leżał bez
duszy i o niczym mówić nic nie mógł.
Skrzyknięto się zatem na szturm. Pan Grodzicki sprzeciwiał mu się do ostatniej chwili,
twierdząc, że póki wyłom nie zrobiony, miasto nie może być wzięte, choćby nie tylko
ciurowie, ale sama regularna piechota poszła do ataku. Lecz ponieważ król dał już
poprzednio pozwolenie, musiał ustąpić. Dnia 15 czerwca zebrało się około sześciu tysięcy
obozowej czeladzi, przygotowano drabiny, pęki chrustu, wory z piaskiem, bosaki, i pod
wieczór tłum, zbrojny po większej części tylko w szable, począł ściągać się w miejsce,
gdzie podkopy i ziemne osłony przymykały najbliżej do fosy. Gdy się już ściemniło
zupełnie, na dany znak ruszyli pacholikowie z wrzaskiem okropnym ku fosie i poczęli ją
zasypywać. Czujni Szwedzi przyjęli ich morderczym ogniem z muszkietów, dział i bitwa
zaciekła zawrzała na całej wschodniej stronie miasta. Ciurowie pod zasłoną ciemności
zarzucili w mgnieniu oka fosę i kupą bezładną dotarli aż do murów. Pan Kmicic uderzył we
dwa tysiące na ziemny fort, który Polacy zwali ?kretowiskiem", stojący w pobliżu Bramy
Krakowskiej, i mimo rozpaczliwej obrony zdobył go jednym zamachem. Załogę rozniesiono na
szablach, nikogo nie żywiąc. Działa rozkazał zwrócić pan Andrzej ku Bramie, częścią zaś
ku dalszym murom, aby przyjść z pomocą i osłonić nieco te kupy, które usiłowały się na
nie wdrapać.
Tym zaś nie poszczęściło się w równym stopniu. Pachołkowie przystawiali drabiny i darli
się na nie tak zapamiętale, że najbardziej ćwiczona piechota nie potrafiłaby lepiej, lecz
Szwedzi, sami zabezpieczeni blankami, sypali im ogień w same twarze, spychali
przygotowane kamienie i kłody, pod których ciężarem łamały się w drobne drzazgi drabiny,
wreszcie piechota spychała szturmujących z pomocą długich dzid, przeciw którym szable nie
mogły nic wskórać.
Przeszło pięciuset co najdzielniejszej czeladzi legło pod murem; reszta, pod nieustającym
ogniem, schroniła się na powrót przez fosę do polskich przykopów.
Szturm był odparty, ale ów forcik pozostał w ręku polskim. Próżno Szwedzi walili doń
przez całą noc z najcięższych kartaunów; Kmicic odpowiadał im również przez całą noc z
tych dział, które zdobył. Dopiero nad ranem, gdy uczyniło się widno, rozbito mu je co do
jednego. Wittenberg, któremu o ów szaniec jak o głowę chodziło, wysłał wówczas piechotę z
rozkazem, by nie ważyła się wracać nie odzyskawszy straty, lecz pan Grodzicki w tejże
chwili, posłał Kmicicowi posiłki, z pomocą których ten nie tylko odparł piechotę, lecz
wypadł za nią i gnał aż do Krakowskiej Bramy.
Pan Grodzicki tak był uradowany, że osobiście pobiegł do króla z relacją.
- Miłościwy panie! - rzekł. - Byłem przeciwny wczorajszej robocie, ale teraz widzę, że
nie stracona! Póki ten szaniec był w ich ręku, póty nie mogłem nic wskórać przeciw
Bramie, a teraz niech jeno działa ciężkie nadejdą, w jedną noc wyłom uczynię.
Król, który był frasobliwy, że tylu dobrych pachołków pobito, uradował się słowami pana
Grodzickiego i zaraz spytał:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional