lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 278

sieni, a Soroka szedł za nim, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia; tak doszli aż do
studni żurawianej w podwórzu zajazdu. Tu Kmicic zatrzymał się i ukazując na wiadro
wiszące przy żurawiu rzekł:
- Lej mi wodę na łeb!
Wachmistrz wiedział z doświadczenia, jak niebezpiecznie było pytać dwa razy o rozkaz;
chwycił więc za drąg i zanurzył wiadro w wodzie, następnie wyciągnął je spiesznie i
porwawszy w dłonie chlusnął zawartą w nim wodę na pana Andrzeja, a pan Andrzej począł
parskać i prychać jakoby wieloryb dłońmi przyklepywał mokre włosy, po czym zakrzyknął:
- Jeszcze !
Soroka powtórzył czynność raz, drugi i chlustał wodą ze wszystkich sił, jakoby chciał
płomień zagasić.
- Dość! -rzekł na koniec Kmicic. - Pójdź za mną, szaty mi pomożesz wdziać!
I poszli obaj do zajazdu.
W bramie spotkali swoich dwóch ludzi, wyjeżdżających zwiucznymi końmi.
- Wolno przez miasto, za miastem w skok! - powtórzył im na drogę Kmicic.
I wszedł do izby.
W pół godziny później ukazał się, znowu, całkiem przybrany już jak do drogi w wysokie
jałowicze buty i łosiowy kaftan obciśnięty pasem skórzanym, za który zatknięta była
krócica.
Źołnierze zauważyli także, iż spod kaftana wyglądał mu brzeg drucianej kolczugi, jak
gdyby wybierał się na bitwę. Szablę też miał przypiętą wysoko, by łatwiej było chwycić za
rękojeść; twarz miał dość spokojną, ale surową i groźną.
Rzuciwszy okiem na żołnierzy, czy gotowi i zbrojni należycie, siadł na koń i cisnąwszy
dukata gospodarzowi wyjechał z zajazdu,
Soroka jechał przy nim, trzej inni z tyłu, prowadząc zapasowego konia.
Wkrótce znaleźli się na rynku napełnionym przez wojska Bogusława. Ruch już był między
nimi, bo widocznie przyszły rozkazy, aby się gotowano do drogi. Jazda dociągała popręgów
u siodeł i kiełznała konie, piechota rozbierała muszkiety stojące w kozłach przed domami,
do wozów zakładano konie.
Kmicic obudził się jakoby z zamyślenia.
- Słuchaj, stary-rzekł do Soroki -wszakże to od starościńskiego dworu gościniec idzie
dalej, nie trzeba wracać przez rynek?
- A gdzie pojedziem, panie pułkowniku?
- Do Dębowej !
- To właśnie z rynku wedle dworu trzeba przejeżdżać. Rynek zostanie za nami.
- Dobrze! - rzekł Kmicic.
Po chwili mruknął sam do siebie półgłosem:
- Ej, żeby tamci żyli teraz! Mało ludzi na taką imprezę, mało!
Tymczasem przejechali rynek i poczęli skręcać ku starościńskiemu domowi, który leżał o
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional