lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 454

groźniejszą przybierały postawę. Miller zagroził pułkownikowi Zbrożkowi sądem na jego
ludzi, ten zaś odpowiedział mu w oczy wobec wszystkich oficerów: ?Spróbuj, jenerale!"
Natomiast towarzysze spod polskich chorągwi włóczyli się umyślnie po szwedzkim obozie,
okazując pogardę i lekceważenie żołnierzom, a wszczynając kłótnie z oficerami.
Przychodziło stąd do pojedynków, w których Szwedzi, jako mniej wprawni w szermierkę,
najczęściej padali ofiarą. Miller wydał surowe rozporządzenie przeciwko pojedynkom, a w
końcu zabronił towarzystwu wstępu do obozu. Wynikło z tego, że w końcu oba wojska leżały
obok siebie jak wrogie i oczekujące tylko sposobności do walki.
Klasztor zaś bronił się coraz lepiej. Okazało się, że działa nadesłane przez pana
krakowskiego nie ustępują w niczym tym, którymi rozporządzał Miller, a puszkarze przez
swą ciągłą praktykę doszli do takiej wprawy, że każdy ich strzał powalał nieprzyjaciół.
Szwedzi spędzali to na czary. Puszkarze odpowiadali wprost oficerom, że z tą siłą, która
klasztoru broni, nie ich rzecz walczyć.
Pewnego rana popłoch wszczął się we wschodnio-południowym przykopie; żołnierze bowiem
ujrzeli wyraźnie niewiastę w błękitnym płaszczu, osłaniającą kościół i klasztor. Na ten
widok rzucili się pokotem twarzami na ziemię. Próżno nadjechał sam Miller, próżno
tłumaczył im, że to mgły i dymy ułożyły się w ten sposób; próżno wreszcie groził sądem i
karami. W pierwszej chwili nikt nie chciał go słuchać; zwłaszcza że sam jenerał nie umiał
ukryć przerażenia.
Rozszerzyło się wnet po tym wypadku w całym wojsku mniemanie, że nikt z tych, którzy w
oblężeniu brali udział, swoją śmiercią nie umrze. Wielu oficerów podzielało tę wiarę, a i
Miller nie był wolny od obaw, sprowadził bowiem ministrów luterskich i kazał im czary
odczyniać. Chodzili tedy po obozie szepcząc i śpiewając psalmy; przestrach jednak tak się
już rozszerzył, że nieraz przyszło im usłyszeć z ust żołnierzy: ?Nie wasza moc, nie wasza
potęga!"
Wśród strzałów armatnich nowy poseł millerowski wszedł do klasztoru i stanął przed
obliczem księdza Kordeckiego i rady.
Był to pan Śladkowski, podstoli rawski, którego podjazdy szwedzkie ogarnęły, gdy z Prus
powracał. Przyjęto go zimno i surowo, choć twarz miał poczciwą, a spojrzenie jak niebo
pogodne, bo już się byli przyzwyczaili zakonnicy do poczciwych twarzy u zdrajców. Ale on
się takim przyjęciem wcale nie zmieszał i podczesując raźno palcami płowego czuba na
głowie ozwał się:
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
- Na wieki wieków! -odezwali się chórem zebrani.
A ksiądz Kordecki zaraz dodał:
- Niech będą błogosławieni, którzy Mu służą.
- I ja Mu służę -odrzekł pan podstoli - a że szczerzej niż Millerowi, to się zaraz
pokaże... Hm! pozwólcie, ojcowie czcigodni i kochani, że odchrząknę, bo muszę naprzód
paskudztwo wyplunąć... Więc tedy Miller... tfu!... przysłał mnie, mój dobry panie, do
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional