lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 750

ją przyjmował, że gdyby była królewną szwedzką, nic by lepszego nie wymyślił. Źałowało ją
z tego powodu wielu, bo mówiono: ?Wszystko to na jej zgubę, ożenić się książę nie ożeni,
a niech ją jeno za serce chwyci, to ją, dokąd chce, doprowadzi." Aleć się pokazało, że to
nie taka panna, którą by można doprowadzić tam, gdzie cnota nie chodzi. Oho!
- A co? - zawołał zrywając się Kmicic. - Wiem ci ja to lepiej od innych!
- Jakże panna Billewiczówna owe królewskie hołdy przyjmowała?- spytał Wołodyjowski.
- Z początku z uprzejmą twarzą, lubo było widać po niej, że jakowyś żal w sercu nosi.
Bywała na łowach, na maszkarach i kawalkadach, i turniejach, myśląc ponoć, że to zwykły
dworski u księcia obyczaj. Aleć wprędce się spostrzegła, że to wszystko dla niej. Raz się
trafiło, że książę, wysiliwszy już koncept na rozmaite widowiska, zapragnął pannie
konterfekt wojny pokazać: zapalono tedy osadę blisko Taurogów, piechota broniła, książę
szturmował. Oczywiście wiktorię wielką odniósł, po której, syt chwały, upadł, jak
powiadają, pannie do nóg i o wzajemność w afektach prosił. Nie wiadomo, co jej tam
proposuit, ale od tej pory skończyła się ich amicycja. Ona poczęła się stryja swego, pana
miecznika rosieńskiego, dzień i noc za rękaw trzymać, książę zaś...
- Począł jej grozić? - zakrzyknął Kmicic.
- Gdzie tam! Za greckiego pasterza się przebierał, za Philemona; umyślni kurierowie
latali do Królewca po modeliusze pasterskich strojów, po wstęgi i peruki. On desperację
udawał, pod jej oknami chodził i na lutni grywał. A tu powiem waćpanom, co rzetelnie
myślę: kat to był na cnotę panien zawzięty i śmiało można o nim rzec, co w naszej
ojczyźnie o podobnych ludziach mówią: że jego westchnienia niejeden panieński żagiel
wydęły, ale tym razem naprawdę się zakochał, co i nie dziwota, bo panna więcej boginie
niźli mieszkanki ziemskiego padołu przypomina.
Tu Hassling zarumienił się znowu, lecz pan Andrzej tego nie spostrzegł, bo chwyciwszy się
z zadowolenia i dumy w boki, spoglądał właśnie tryumfującym wzrokiem na Zagłobę i
Wołodyjowskiego.
- Znamy ją, wykapana Diana, jeno jej miesiąca we włosach brak! - rzekł mały rycerz.
- Co to Diana?! Własne psy by na Dianę wyły, gdyby ją ujrzały!- zakrzyknął Kmicic.
- Dlategom rzekł: ?nie dziwota" - odpowiedział Hassling.
- Dobrze! Jeno za tę niedziwotę małym ogniem bym go przypalał; za tę niedziwotę hufnalami
bym go podkuć kazał...
- Daj waćpan spokój! - przerwał Zagłoba - pierw go dostań, potem będziesz wydziwiał,
teraz zasię daj temu kawalerowi mówić.
- Nieraz trzymałem wartę przed komnatą, w której sypiał - mówił dalej Hassling - i wiem,
jako się na łożu przewracał, a wzdychał, a gadał do siebie, a syczał jako z bólu, tak go
widocznie żądze piekły. Zmienił się okrutnie, wysechł; może też go ta choroba już
nurtowała, w którą później zapadł. Tymczasem rozleciały się po całym dworze wieści, iż
książę tak dalece się zapamiętał, że się chce żenić. Doszło to i do księżnej Januszowej,
która z księżniczką w Taurogach mieszkała. Zaczęły się gniewy a kwasy, bo jak waćpaństwu
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional