lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 333

Lecz pan Wołodyjowski wypadł tymczasem ż izby, chcąc widać naocznie sprawdzić rozmiary
klęski i ludzi obejrzeć; więc Rzędzian rzekł:
- A po co mam opowiadać, lepiej poczekać, aż pan Wołodyjowski wróci, bo to najwięcej jego
sprawa, a szkoda gęby dwa razy jedno powtarzać.
- Widziałżeś Kmicica na własne oczy? - pytał pan Zagłoba.
- Jako jegomości widzę.
- I gadałeś z nim?
- Jakżem nie miał gadać, kiedy my się w ?Pokrzyku", niedaleko stąd, zjechali, ja koniom
wypoczywałem, a on na nocleg stał. Mało godzinę gadaliśmy, bo nie było co innego robić.
Ja narzekałem na Szwedów, a on też narzekał...
- Na Szwedów? On także narzekał? - pytał Skrzetuski.
- Jak na diabłów, choć między nich jechał.
- Siła było wojska z nim?
- Źadnego z nim wojska nie było, ino czeladzi kilku, prawda, że zbrojnych i z takimi
mordami, że już chyba i ci, którzy świętych młodzianków za Herodowym ordynansem wycinali,
sroższych i szpetniejszych nie mieli. Powiadał mi się chodaczkowym szlachcicem i mówił,
że z końmi na jarmarki jedzie. Ale choć koni mieli kilkanaście w tabunku, przecie mi się
to nie wydało, bo to i osoba inna, i fantazja nie taka jak u koniuchów, i pierścień zacny
na ręku widziałem... Ten właśnie.
Tu błysnął Rzędzian przed oczy słuchaczom kosztownym kamieniem, a pan Zagłoba uderzył się
po pole i zakrzyknął:
- Już go od niego wycyganił! Po tym jednym poznałbym cię, Rzędzian, na końcu świata!
- Z przeproszeniem jegomości, nie cyganiłem, bom też szlachcic do równości się z każdym
poczuwający, nie Cygan, chociaż dzierżawami chodzę, póki Bóg nie da osiąść na swoim. A
ten pierścień dał mi pan Kmicic na znak, że to, co mówił, to prawda, a ja zaraz
waszmościom słowa jego wiernie powtórzę, bo widzi mi się, że tu o skóry nasze chodzi.
- Jak to? - pytał Zagłoba.
Wtem wszedł pan Wołodyjowski, cały wzburzony i od gniewu blady, czapką o stół rzucił i
zawołał:
- To przechodzi imaginację! Trzech ludzi zabitych, Józwa Butrym usieczony, ledwie tchnie!
- Józwa Butrym?... Toż to człowiek niedźwiedziej siły! - rzekł zdumiony Zagłoba.
- Jego w moich oczach sam pan Kmicic rozciągnął - wtrącił Rzędzian.
- A dość mi tego pana Kmicica! - mówił w uniesieniu Wołodyjowski - gdzie się tylko ten
człowiek pokaże, trupy za sobą jak mór zostawuje. Dość tego! Kwit za kwit, gardło za
gardło... Ale teraz nowy rachunek... Ludzi mi napsuł, dobrych pachołków napadł... To mu
się do pierwszego widzenia zakarbuje...
- Jużci, co prawda to nie on ich napadł, tylko oni jego, bo on w najciemniejszy kąt się
zaszył, aby go nie poznali - rzekł Rzędzian.
- A ty, zamiast coś miał moim pomagać, to jeszcze za nim świadczysz! - rzekł z gniewem
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional