lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 101

zbrakło na pomieszczenie samych tylko dworzan. Przyległe łąki upstrzyły się namiotami
pospolitego ruszenia. Rzekłbyś, że wszystkie ptactwo różnobarwne zleciało się do Piły z
całej Rzeczypospolitej.
Migotały barwy czerwone, zielone, niebieskie, błękitne, białe na katankach, żupanach,
kubrakach i kontuszach, bo pominąwszy pospolite ruszenie, w którym co szlachcic, to inny
strój nosił -pominąwszy służbę pańską - i piechota każdego powiatu w inne przybraną była
kolory.
Nadjechali i bazarnicy, którzy nie mogąc się w rynku pomieścić wybudowali rząd szop wedle
miasteczka. Sprzedawano w nich przybory wojskowe - od szat do broni i jadła. Polowe
garkuchnie dymiły przez dzień i noc roznosząc w dymach zapach bigosów, jagieł, pieczeni-w
innych sprzedawano trunki. Przed szopami roiła się szlachta, zbrojna nie tylko w miecze,
ale i w łyżki, jedząc, popijając i rozprawiając to o nieprzyjacielu, którego jeszcze nie
było widać, to o nadjeżdżających dygnitarzach, którym nie żałowano przymówek.
Między grupami szlachty chodził Ostrożka przybrany w odzież zeszytą z pstrych gałganków,
z berłem zdobnym dzwonkami i miną z głupia frant. Gdzie się pokazał, otaczano go wnet
kołem, on zaś podlewał oliwy do ognia, pomagał obmawiać dygnitarzy i zadawał zagadki, nad
którymi szlachta tym bardziej brała się za boki, im bardziej były zjadliwe.
Nie szczędzono w nich nikogo.
Pewnego popołudnia nadszedł przed bazary sam wojewoda poznański i wmieszał się między
szlachtę rozmawiając łaskawie z tym, z owym lub ze wszystkimi i skarżąc się trochę na
króla, że wobec zbliżającego się nieprzyjaciela nie przysłał ani jednej chorągwi
kwarcianej.
- Nie myślą o nas, mości panowie - mówił - i bez pomocy nas zostawiają. Powiadają w
Warszawie, że na Ukrainie i tak wojska za mało i że hetmani nie mogą sobie dać rady z
Chmielnickim. Ha, trudno! Milsza widać Ukraina jak Wielkopolska...W niełasce jesteśmy,
mości panowie, w niełasce! Jako na jatki nas tu wydali.
- A kto winien? -pytał pan Szlichtyng, sędzia wschowski.
- Kto wszystkim nieszczęściom Rzeczypospolitej winien? - odparł wojewoda -jużci nie my,
bracia szlachta, którzy ją piersiami naszymi zasłaniamy.
Słuchającej go szlachcie pochlebiło to wielce, że ?hrabia na Bninie i Opalenicy" sam się
na równi z nią stawia i do braterstwa się przyznaje, więc zaraz pan Koszucki odpowiedział:
- Jaśnie wielmożny wojewodo! Gdyby tam więcej takich konsyliarzów było przy majestacie,
jak wasza miłość, pewnie by tu nas na rzeź nie wydano... Aleć tam podobno ci rządzą, co
się niżej kłaniają.
- Dziękuję, panie bracie, za dobre słowo!... Wina tego, kto złych doradców słucha.
Wolności to tam nasze solą w oku stoją. Im więcej szlachty wyginie, tym absolutum
dominium będzie do przeprowadzenia łatwiejsze.
- Zali po to mamy ginąć, aby dzieci nasze w niewoli jęczały?
Wojewoda nic nie odrzekł, a szlachta poczęła spoglądać po sobie i zdumiewać się.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional