lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 39

- Czy ja dobrze słyszę? - rzekł Kokosiński. - Jak to waćpanna nie dasz? Kmicicowi,
Jędrusiowi, na ratunek będziesz waćpanna żałować? Wolisz, żeby go co złego spotkało?
- Co go może najgorszego spotkać, to waćpanów kompania!
Tu oczy dziewczyny poczęły ciskać błyskawice i podniósłszy głowę postąpiła kilka kroków
ku zabijakom, a oni cofali się przed nią w zdumieniu.
- Zdrajcy! - rzekła - wy to go jak złe duchy do grzechu kusicie, wy go namawiacie! Ale
znam już was, waszą rozpustę, wasze bezecne uczynki. Prawo was ściga, ludzie się od was
odwracają, a ohyda na kogo pada? - na niego - przez was, banitów i infamisów!
- Hej! na rany boskie, towarzysze! słyszycie? - zakrzyknął Kokosiński.- Hej! co to jest?
zali nie śpimy, towarzysze?
Billewiczówna postąpiła krok jeszcze i ukazując ręką na drzwi:
- Precz stąd! -rzekła.
Warchołowie pobledli trupio i żaden z nich nie zdobył się na słowo odpowiedzi. Jeno zęby
ich poczęły zgrzytać, ręce drgać ku rękojeściom, a oczy ciskać złe błyskawice. Ale po
chwili dusze w nich upadły z trwogi. Toż ten dom był pod opieką potężnego Kmicica, toż ta
zuchwała panna była jego narzeczoną. Więc zgryźli w milczeniu gniew, a ona ciągle stała z
roziskrzonym okiem, ukazująca palcem na drzwi.
Na koniec pan Kokosiński rzekł przerywanym wściekłością głosem:
- Kiedy nas tu tak wdzięcznie przyjęto... to... nie pozostaje nam nic innego... jak
pokłonić się... politycznej gospodyni i pójść... dziękując za gościnę...
To rzekłszy skłonił się czapką z umyślną uniżonością aż do ziemi, a za nim kłaniali się i
inni i wychodzili kolejno. Gdy drzwi zamknęły się za ostatnim, Oleńka upadła, wyczerpana,
na krzesło, dychając ciężko, bo nie miała tyle sił, ile odwagi.
Oni zaś zgromadzili się na radę przed gankiem, naokół koni, ale żaden nie chciał pierwszy
przemówić.
Wreszcie Kokosiński rzekł:
- Cóż, mili barankowie?
- A cóż?
- Dobrze wam?
- A tobie dobrze?
- Ej, żeby nie Kmicic! ej, żeby nie Kmicic! - rzekł Ranicki zacierając konwulsyjnie ręce
- pohulalibyśmy tu z panienką po naszemu!...
- Idź, zadrzyj z Kmicicem! - zapiszczał Rekuć. - Stań mu!
Ranickiego twarz, jak skóra rysia, cała była już pokryta piętnami.
- I jemu stanę, i tobie, warchole, gdzie chcesz!
- A to i dobrze! -rzekł Rekuć.
Obaj porwali się do szabel, ale olbrzymi Kulwiec-Hippocentaurus wtoczył się pomiędzy nich.
- Na tę pięść! - rzekł potrząsając jakoby bochnem chleba - na tę pięść! - powtórzył -
pierwszemu, który szablę wyciągnie, łeb roztrzaskam!
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional