lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 364

- Na Boga! o jakichże zamysłach przeciw zdrowiu naszego eks-króla wasza książęca mość
mówisz? Kto je czyni? Gdzie się takowe monstrum w polskim narodzie znaleźć mogło?... To
się, jako żywo, od początku świata w Rzeczypospolitej nie przygodziło!
Bogusław zwiesił głowę.
- Nie dawniej jak miesiąc temu - rzekł ze smutkiem w głosie - gdym z Podlasia do Prus
elektorskich, do Taurogów jechał, przybył do mnie jeden szlachcic... z zacnego domu...
Szlachcic ów, nie znając widać moich prawdziwych dla pana naszego miłościwego afektów,
myślał, żem mu wrogiem jako inni. Owóż za znaczną nagrodę obiecywał mi pojechać na Śląsk,
porwać Jana Kazimierza i żywego lub umarłego Szwedom wydać...
Wszyscy oniemieli ze zgrozy.
- A gdym z gniewem i abominacją takową propozycję odrzucił - kończył Bogusław -ów człek z
miedzianym czołem rzekł mi: ?Pojadę do Radziejowskiego, ten kupi i od funta złotem mi
zapłaci..."
- Nie jestem eks-królowi przyjacielem - rzekł Janusz - ale gdyby mnie kto podobną
propozycję uczynił, kazałbym go bez sądu pod murem postawić, a sześciu muszkieterów
naprzeciw.
- W pierwszej chwili i ja chciałem tak postąpić - odparł Bogusław - ale rozmowa była na
cztery oczy i dopieroż by krzyczano na tyraństwo a na samowolę Radziwiłłów! Nastraszyłem
go jeno, że i Radziejowski, i król szwedzki, ba, sam Chmielnicki nawet, pewnie by go za
to gardłem skarał słowem, doprowadziłem owego zbrodniarza do tego, że się zamysłu wyrzekł.
- Nic to, nie trzeba go było żywym puszczać, bo najmniej pala był wart! -zawołał Korf.
Bogusław zwrócił się nagle do Janusza.
- Mam też nadzieję, że go kara nie minie, i pierwszy wnoszę, by zwykłą śmiercią nie
zginął, a wasza książęca mość sam jeden możesz go ukarać, bo to twój dworzanin i twój
pułkownik...
- Na Boga! mój dworzanin?... Mój pułkownik? Co za jeden?!... Kto?... Mów wasza książęca
mość!
- Zwie się Kmicic! -rzekł Bogusław.
- Kmicic?!... -powtórzyli wszyscy w przerażeniu.
- To nieprawda! -krzyknęła nagle Billewiczówna wstając z krzesła z iskrzącymi oczyma i
falującą piersią.
Nastało głuche milczenie. Jedni nie ochłonęli jeszcze po strasznej Bogusławowej nowinie,
drudzy zdumieli się nad zuchwalstwem tej panny, która śmiała młodemu księciu fałsz w oczy
zadać; miecznik rosieński począł bełkotać: ?Oleńka! Oleńka!" - a Bogusław przyoblekł
twarz w smutek i rzekł bez gniewu:
- Jeśli to krewny lub narzeczony waćpanny, to boleję, żem tę nowinę powiedział, ale
wyrzuć go z serca, bo niewart on ciebie, panienko...
Ona stała chwilę jeszcze w bólu, w płomieniach i przerażeniu; lecz z wolna oblicze jej
stygło, aż stało się zimne i blade; opuściła się na powrót na krzesło i rzekła:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional