lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 330

ni słowa.
Czeladź Rzędzianowa rzuciła się konie co duchu do wozów zakładać, Kmicic zaś zwrócił się
znów do pana starosty:
- Bierz tych wszystkich rannych i zabitych, którzy się znajdą, odwieź ich panu
Wołodyjowskiemu i powiedz mu ode mnie, żem mu nie wróg, a może i lepszy przyjaciel, niż
myśli... Alem go chciał minąć, bo nie teraz jeszcze pora, abyśmy się spotkali. Może
później przyjdzie ten czas, ale dziś ani on by nie uwierzył, ani ja nie miałbym go czym
przekonać... Może później...Uważaj waćpan! Powiedz mu, że ci ludzie mnie napadli i że
musiałem się bronić.
- Po sprawiedliwości tak i było - rzekł Rzędzian.
- Czekaj... Powiedz jeszcze panu Wołodyjowskiemu, żeby się kupy trzymali, że Radziwiłł,
niech jeno się jazdy od Pontusa doczeka, to wnet ruszy na nich. Może już jest w drodze.
Obaj z księciem koniuszym i elektorem praktykują, i blisko granicy niebezpiecznie stać. A
przede wszystkim niech się kupy trzymają, bo poginą marnie. Wojewoda witebski chce się na
Podlasie przedrzeć... Niech mu idą naprzeciw, aby w razie przeszkody dać pomoc.
- Wszystko powiem, jakoby mi za to płacono.
- Choć to Kmicic mówi, choć Kmicic ostrzega, niechże mu wierzą, niech się poradzą z
innymi pułkownikami i zastanowią, że w kupie będą mocniejsi. Powtarzam, że hetman już w
drodze, a ja panu Wołodyjowskiemu nie wróg.
- Źeby ja to miał jaki znak od waszej miłości, to by lepiej jeszcze było -rzekł Rzędzian.
- Po co ci znaku?
- Bo i pan Wołodyjowski zaraz by lepiej w szczerość afektu waszej miłości uwierzył i tak
by pomyślał, że musi być coś w tym, jeśli znak przysyła.
- To masz ten sygnet - rzekł Kmicic - chociaż znaków po mnie nie brak na łbach u tych
ludzi; których panu Wołodyjowskiemu odwieziesz.
To rzekłszy zdjął pierścień z palca. Rzędzian zaś przyjął go skwapliwie i rzekł:
- Dziękuję pokornie jegomości.
W godzinę później Rzędzian wraz ze swymi wozami, z czeladzią, trochę jeno poturbowaną,
jechał spokojnie ku Szczuczynowi odwożąc trzech zabitych i resztę rannych, między którymi
Józwę Butryma z przeciętą twarzą i rozbitą głową. Jadąc spoglądał na pierścień, którego
kamień cudnie błyszczał przy księżycu, i rozmyślał o tym dziwnym i strasznym człowieku,
który tyle złego sprawiwszy konfederatom, a tyle dobrego Szwedom i Radziwiłłowi, chciał
jednak widocznie ratować konfederatów od ostatniej zguby.
?Bo to, co radził, to szczerze - mówił do siebie Rzędzian. - Kupy zawsze się lepiej
trzymać. Ale czemu ostrzega? Chyba z afektu dla pana Wołodyjowskiego, że go to zdrowiem w
Billewiczach udarował. Chyba z afektu! Ba, aleć księciu hetmanowi na złe może wyjść ten
afekt. Dziwny to człek. Radziwiłłowi służy, a naszym ludziom życzy... I do Szwedów
jedzie... Tego ja nie rozumiem..."
Po chwili zaś dodał:
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional