lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 695

- A nie potrzebuję! - rzekł Roch. - Ja jestem Kowalski, a to pani Kowalska...
tom III
Rozdział VII
Po rudnickich terminach poszedł król dalej w klin, między San a Wisłę, i nie przestał po
staremu z tylną strażą iść, bo był nietylko znamienitym wodzem, ale i rycerzem odwagi
niezrównanej. Szli za nim pan Czarniecki, pan Witowski, pan Lubomirski i napędzali go
jako zwierza do sieci. Luźne partie hałasowały dniem i nocą nad Szwedami. Źywności było
coraz mniej wojsko coraz bardziej znużone i na duchu upadłe, zguby pewnej oczekujące.
Zaszyli się na koniec Szwedzi w sam kąt, gdzie się dwie rzeki schodzą, i odetchnęli. Tu
już z jednej strony broniła ich Wisła, z drugiej San, szeroko, jako zwykle wiosną
rozlany, zaś trzeci bok trójkąta umocnił król potężnymi szańcami, na które pozaciągano
działa.
Nie do zdobycia to była pozycja, jeno można w niej było z głodu umrzeć. Ale i pod tym
względem lepszej nabrali Szwedzi otuchy, gdyż spodziewali się, że im z Krakowa i innych
fortee nadbrzeżnych wodą komendanci spyżę przyślą. Ot, zaraz pod bokiem był Sandomierz, w
którym pułkownik Szynkler znaczne nagromadził zapasy. Toż i wnet je nadesłał, więc jedli,
pili, spali, a zbudziwszy się, śpiewali luterskie psalmy na chwałę Bogu, że ich z tak
ciężkiej toni wyratował.
Lecz pan Czarniecki nowe gotował im ciosy.
Sandomierz w szwedzkim ręku mógł ciągle przychodzić w pomoc głównej armii, umyślił więc
pan Czarniecki jednym zamachem odebrać miasto, zamek, a Szwedów wyciąć.
- Okrutne im sprawimy widowisko - mówił na radzie wojennej - będą patrzeć z tamtego
brzegu, jako na miasto uderzym, a z pomocą przez Wisłę przyjść nie potrafią; my zaś,
mając Sandomierz, żywności z Krakowa od Wirtza nie puścimy.
Pan Lubomirski, pan Witowski i inni starzy wojownicy odradzali panu Czarnieckiemu ten
postępek.
- Dobrze by było -mówili - opanować tak znaczne miasto i siła moglibyśmy Szwedom tym
zaszkodzić, ale jak go wziąć? Piechoty nie mamy, armat, wielkich nie mamy; trudno, by
jazda na mury się darła.
Na to pan Czarniecki:
- Albo to nasi chłopi źle się na piechotę biją? Bylem takich Michałków parę tysięcy
znalazł, wezmę nie tylko Sandomierz, ale i Warszawę!
I nie słuchając dłużej niczyich rad, przeprawił się przez Wisłę. Ledwie po okolicy głos
poszedł, sypnęło się do niego parę tysięcy luda, kto z kosą, kto z rusznicą, kto z
muszkietem, i ruszyli pod Sandomierz.
Wpadli do miasta dość niespodzianie i po ulicach wszczęła się rzeźba okrutna. Szwedzi
bronili się zaciekle z okien, z dachów, lecz wytrzymać nawałności nie mogli. Wygnieciono
ich jak robactwo po domach i wyparto całkiem z miasta. Szynkler schronił się z resztą do
zamku, lecz Polacy tymże impetem ruszyli za nimi. Rozpoczął się szturm do bram i murów.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional