lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 29

To powiedziawszy uchwyciła się koniuszkami palców za suknię i podnosząc ją nieco, dygnęła
z nadzwyczajną powagą, a pan Kmicic wargi przygryzł, ale jednocześnie aż pokraśniał, że
tak jego dziewczyna mówiła śmiało.
Godni kawalerowie, szurgając wciąż nogami, trącali jednocześnie pana Kokosińskiego.
- Hajda ! wystąp!
Pan Kokosiński posunął się krok naprzód, chrząknął i tak rozpoczął:
- Jaśnie wielmożna panno podkomorzanko...
Łowczanko -poprawił Kmicic.
- Jaśnie wielmożna panno łowczanko, a nam wielce miłościwa dobrodziejko! - powtórzył
zmieszany pan Jaromir - wybacz waćpanna, jeżelim się w godności pomylił...
- Niewinna to omyłka - odrzekła panna Aleksandra - i nic ona tak wymownemu kawalerowi nie
ujmie...
- Jaśnie wielmożna panno łowczanko dobrodziko, a nam wielce miłościwa pani!... Nie wiem,
co mi w imieniu całego Orszańskiego więcej wysławiać przystoi, czy nadzwyczajną waćpanny
dobrodziki urodę i cnotę, czy niewypowiedzianą szczęśliwość rotmistrza i komilitona
naszego, pana Kmicica, bo chociażbym się wzbił pod obłoki, chociażbym samych obłoków
dosięgnął... samych, mówię, obłoków...
- A zleźże już raz z tych obłoków! - zakrzyknął Kmicic.
Na to kawalerowie parsknęli jednym ogromnym śmiechem i nagle, wspomniawszy na przykaz
Kmicica, chwycili się rękoma za wąsy.
Pan Kokosiński zmieszał się do najwyższego stopnia, zaczerwienił się i rze kł :
- Witajcieże sami, poganie, kiedy mnie konfundujecie!
Wtem panna Aleksandra ujęła się znowu koniuszkami palców za suknię.
- Nie sprostałabym ja waćpanom w wymowie - rzekła - ale to wiem, żem niegodna tych
hołdów, które mi w imieniu całego Orszańskiego składacie.
I znowu dygnęła z nadzwyczajną powagą, a orszańskim zabijakom jakoś nieswojsko było wobec
tej dwornej panny. Starali się pokazać jako ludzie grzeczni i nie szło im w ład. Więc
poczęli ciągnąć się za wąsy, mruczeć, kłaść ręce na szable, aż Kmicic rzekł:
- Przyjechaliśmy tu niby kuligiem w tej myśli, żeby waćpannę zabrać i do Mitrunów przez
lasy przewieźć, jako wczoraj była ugoda. Sanna okrutna, a i pogodę Bóg zdarzył mroźną.
-, Jużem ja ciotkę Kulwiecównę do Mitrunów wysłała, żeby nam posiłek przyrządziła. A
teraz maluczko waćpanowie poczekacie, jeno się nieco cieplej przyodzieję.
To rzekłszy zawróciła się i wyszła, a Kmicic skoczył do towarzyszy.
- A co, mili barankowie? nie księżna?... A co, Kokoszko? to mnie, mówiłeś, osiodłała, a
czemu to jako żak przed nią stałeś?... Gdzieś taką widział?
- Nie trzeba mi było w gębę dmuchać, choć nie neguję, żem się do takiej persony mówić nie
spodziewał.
- Nieboszczyk podkomorzy - rzekł Kmicic - więcej z nią w Kiejdanach na dworze księcia
wojewody albo u państwa Hlebowiczów przesiadywał niż w domu, i tam to tych górnych manier
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional