lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 791

czymś podobnym? Ale też i wygląda na Chimerę.
- Chcesz wasza książęca mość, to się z nią ożenię. Nie będzie zawadzać. Plaska nas
zlutuje na poczekaniu.
- Dobrze. Dam jej jaworową łopatę na prezent ślubny, a tobie latarnię, żebyś jej miał
czym świecić.
- Ale będę twoim wujaszkiem... Bogusiu...
- Pamiętaj na Kastora! - odparł książę.
- Nie gładź Kastora, mój Polluksie, pod włos, bo może ugryźć!
Dalszą rozmowę przerwało wejście miecznika i panny Kulwiecówny. Książę postąpił ku nim
żywo, podpierając się czekanikiem. Sakowicz wstał.
- A co? można do Oleńki? - spytał książę.
Lecz miecznik tylko ręce rozłożył, a głowę spuścił na piersi.
- Mości książę! Synowica moja powiada, że jej testament pułkownika Billewicza zakazuje
losem swym rozporządzać, a gdyby nawet nie zakazywał, tedyby za waszą książęcą mość, nie
mając do niej serca, nie wyszła.
- Sakowicz! słyszysz? - ozwał się strasznym głosem Bogusław.
- O tym testamencie i ja wiedziałem - mówił miecznik - alem w pierwszej chwili nie uważał
go za niezwalczone impedimentum.
- Drwię sobie z waszych szlacheckich testamentów! - rzekł książę.- Plwam na wasze
szlacheckie testamenta! rozumiesz!...
- Ale my nie drwim! -odparł zaperzony pan Tomasz - a wedle testamentu wolno dziewce albo
do klasztoru, albo za Kmicica.
- Za kogo, szerepetko? za Kmicica?... Pokażę ja wam Kmiciców!... nauczę was!..
- Kogo to, mości książę, szerepetką nazywasz! Billewicza?
I miecznik za bok się pochwycił w furii największej, lecz Bogusław w jednej chwili
trzasnął go obuchem w piersi, aż w szlachcicu jękło i zwalił się na ziemię, sam zaś
kopnąwszy leżącego nogą, aby drogę do drzwi otworzyć, wypadł bez kapelusza z komnaty.
- Jezus! Maria! Józef! - wołała panna Kulwiecówna.
Lecz Sakowicz chwycił ją za ramię i przyłożywszy jej kindżał do piersi mówił:
- Cicho, klejnociku, cicho, turkaweczko najmilsza, bo ci twoje słodkie gardło poderżnę
jako kulawej kurze. Siedź tu spokojnie i nie chodź na górę, bo tam się wesele twej
siostrzenicy odprawia.
Lecz w pannie Kulwiecównie płynęła również krew rycerska więc ledwie usłyszała słowa
Sakowicza, natychmiast przestrach jej zmienił się w rozpacz i uniesienie.
- Łotrze! zbóju! poganinie! - krzyknęła -zarżnij mnie, bo będę krzyczeć na całą
Rzeczpospolitę. Brat zabit, krewna pohańbiona, nie chcę i ja żyć! Bij, zbóju, zarżnij!
Ludzie schodźcie się! patrzajcie!...
Dalsze słowa stłumił Sakowicz położywszy jej na ustach swą dłoń potężną.
- Cicho, krzywa kądziołko! cicho, zwiędła ruto! - rzekł do niej. -Jać nie będę zarzynał,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional