lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 499

- To wy, Kiemlicze? My spod Częstochowy jedziem?
- A jakże, wasza miłość!
- A gdzie jesteśmy?
- Oho! już w Śląsku. Już nas tu Szwedzi nie dostaną!
- To dobrze! - rzekł Kmicic oprzytomniawszy zupełnie.
- A gdzie nasz miłościwy król rezyduje?
- W Głogowej.
- Tam też pojedziemy panu do nóg się pokłonić, służby ofiarować. Ale słuchaj no, stary!
- Słucham, wasza miłość!
Lecz Kmicic zamyślił się i nie od razu mówić począł. Widocznie coś w głowie układał,
wahał się, rozważał, na koniec rzekł:
- Nie może być inaczej!
- Słucham, wasza miłość! - powtórzył Kiemlicz.
- Ni królowi, ni nikomu z dworskich nie pisnąć, ktom jest!... Zwę się Babinicz, a jedziem
z Częstochowy. O kolubrynie i o Kuklinowskim możecie mówić... Ale nazwiska mego nie
wspominać, żeby tam moich intencyj na wspak nie wzięto i za zdrajcę mnie nie poczytano,
bom ja w zaślepieniu księciu wojewodzie wileńskiemu służył i jeszcze mu pomagał, o czym
na dworze mogli słyszeć.
- Panie pułkowniku! Po tym, czego wasza miłość pod Częstochową dokonał...
- A kto da świadectwo, że to prawda, póki klasztor oblężony?
- Stanie się wedle rozkazu.
- Nadbieży czas, że prawda na wierzch wyjdzie - rzekł jakby do siebie Kmicic - ale
pierwej musi się pan nasz miłościwy sam przekonać... On też da mi później świadectwo!
Na tym urwała się rozmowa. Tymczasem uczynił się dzień zupełny. Stary Kiemlicz począł
śpiewać godzinki, a Kosma i Damian wtórowali mu basem. Droga była uciążliwa, bo mróz
trzymał trzaskający, a przy tym ustawicznie zatrzymywano na drodze jadących i wypytywano
o nowiny, zwłaszcza zaś o to, czy Częstochowa broni się jeszcze. Kmicic odpowiadał, że
się broni i obroni, lecz pytaniom nie było końca. Gościńce roiły się od podróżnych,
gospody wszędzie po drodze pozajmowane. Jedni chronili się w głąb kraju z pogranicznych
ziem Rzeczypospolitej przed uciskiem szwedzkim, drudzy pomykali ku granicom po wieści z
kraju; raz w raz spotykano szlachtę, która mając dość Szwedów jechała, tak jak i Kmicic,
służby wygnanemu panu ofiarować. Czasem trafiały się i poczty pańskie, czasem większe lub
mniejsze oddziały żołnierzy z tych wojsk, które bądź to dobrowolnie, bądź na mocy układów
ze Szwedami przeszły granice, jak na przykład wojska pana kasztelana kijowskiego. Wieści
z kraju już były ożywiły nadzieje tych exulów i wielu gotowało się do zbrojnego powrotu.
W całym Śląsku, a zwłaszcza w księstwach raciborskim i opolskim, gotowało się jak w
garnku; posłańcy latali z listami do króla i od króla do pana kasztelana kijowskiego, do
prymasa, do pana kanclerza Korycińskiego, do pana Warszyckiego, kasztelana krakowskiego,
pierwszego senatora Rzeczypospolitej, który ani na chwilę nie opuścił sprawy Jana
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional