lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 488

okolicznych ogłodzonych folwarków: więc szare śmieciuszki, trznadle o złotej piersi,
ubogie wróble, zielone sikorki, krasne gile poobsiadały załamania dachów, węgły, odrzwia,
gzymsy kościelne; inne kręciły się różnobarwnym wieńcem nad głową księdza, furkając
skrzydełkami, świegocąc żałośnie, jakoby o jałmużnę prosiły, i nic nie obawiając się
ludzi. Zdumieli się na ten widok obecni, a ksiądz Kordecki modlił się przez chwilę,
wreszcie rzekł:
- Oto ptaszkowie leśni pod opiekę Matki Bożej się udają, a wy zwątpiliście o Jej mocy?
Otucha i nadzieja wróciły już do serc, zakonnicy bijąc się w piersi udali się do
kościoła, a żołnierze na mury.
Niewiasty wyszły sypać ziarno ptaszętom, które poczęły dziobać je chciwie.
Wszyscy tłumaczyli pojawienie się owych drobnych leśnych mieszkańców sobie na pomyślność,
nieprzyjacielowi na szkodę.
- Srogie śniegi muszą leżeć, gdy owe ptaszyny już i na wystrzały, i na huk armatni nie
uważają, jeno do zabudowań się cisną - mówili żołnierze.
- A czemu to od Szwedów do nas uciekają?
- Bo i najlichsze stworzenie ma ten dowcip, że nieprzyjaciela od swojego odróżni.
- Nie może to być-odrzekł inny żołnierz - przecie i w szwedzkim obozie są Polacy; ale to
znaczy, że tam już głodno być musi i obroków dla koni wcale brakuje.
- Znaczy to jeszcze lepiej - mówił trzeci - bo pokazuje się, że co prawią o tych
prochach, to wierutne łgarstwo.
- Jakże to? -spytali wszyscy naraz.
- Starzy ludzie powiadają - odrzekł żołnierz - że niech jeno jaki dom ma się zawalić,
zaraz jaskółki i wróblowie, gniazda wiosną pod dachem mający, wyprowadzają się precz na
dwa i trzy dni przedtem; taki każda bestia ma rozum, że naprzód wie o niebezpieczeństwie.
Owóż, gdyby pod klasztorem były prochy, to by te ptaki tu nie przyleciały.
- Prawdali to?
- Jako amen w pacierzu!
- Chwała Najświętszej Pannie! ?le tedy ze Szwedami!
W tej chwili głos trąbki dał się słyszeć przy południowo-zachodniej bramie; wszyscy
pobiegli patrzeć, kto przybywa.
Był to trębacz szwedzki, który przywiózł list z obozu.
Zakonnicy zgromadzili się zaraz w definitorium. List był od Wrzeszczowicza i oznajmiał,
iż jeśli twierdza nie podda się do jutra, zostanie w powietrze wysadzona.
Lecz ci nawet, którzy poprzednio upadli pod brzemieniem bojaźni, nie uwierzyli teraz temu
wezwaniu.
- Próżne to strachy! - wołali razem księża i szlachta.
- Napiszmy im tedy, żeby nas nie żałowali. Niech wysadzają!
I istotnie odpisano w ten sposób.
Tymczasem żołnierze, którzy zgromadzili się przy trębaczu, odpowiadali również śmiechem
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional