lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 124

polała. Potem przyjechał Radziejowski i swymi namowami sprawił to, co mówiłem, to jest i
nieszczęście, i hańbę, jakiej przykładu dotąd nie było.
- Jakże? nikt się nie opierał?... Nikt nie protestował? Nikt zdrady na oczytym szelmom
nie wyrzucił?... Wszyscyż się na zdradę ojczyzny i pana zgodzili?..
- Ginie cnota, a z nią i Rzeczpospolita, bo prawie wszyscy się zgodzili... Ja, dwóch
panów Skoraszewskich, pan Ciświcki i pan Kłodziński czyniliśmy, cośmy mogli, aby ducha
między szlachtą do oporu pobudzić. Pan Władysław Skoraszewski mało nie oszalał; lataliśmy
po obozie od powiatu do powiatu, i Bóg widzi nie było tych zaklęć, których byśmy nie
użyli Ale cóż to pomogło, gdy większość wolała jechać z łyżkami na bankiet, który im
Wittenberg obiecał, niż z szablami na bitwę. Widząc to cnotliwsi rozjechali się na
wszystkie strony - jedni do domów, drudzy do Warszawy. Panowie Skoraszewscy ruszyli
właśnie do Warszawy i pierwsi wiadomość królowi przywiozą, a ja, nie mając żony ni
dzieci, tu przyjechałem do brata w tej myśli, że się przecie razem na nieprzyjaciela
wybierzemy. Szczęściem, żem waszmościów w domu zastał!
- To waszmość prosto spod Ujścia?
- Prosto. - Tylem tylko po drodze wypoczywał, ile było trzeba dla koni, a i to jeden mi
padł ze zmęczenia. Szwedzi muszą już być w Poznaniu i stamtąd prędko się po całym kraju
rozleją.
Tu umilkli wszyscy. Jan siedział z dłońmi opartymi na kolanach, oczy wbił w ziemię i
zamyślił się ponuro, pan Stanisław wzdychał, a pan Zagłoba, nie ochłonąwszy jeszcze,
spoglądał osłupiałym wzrokiem to na jednego, to na drugiego.
- Złe to są znaki -rzekł w końcu posępnie Jan. - Dawniej na dziesięć zwycięstw
przychodziła jedna klęska i świat dziwiliśmy męstwem. Dziś przychodzą nie tylko klęski,
ale i zdrady -nie tylko pojedynczych osób, ale całych prowincji. Niech Bóg zmiłuje się
nad ojczyzną!...
- Dla Boga - rzekł Zagłoba - widziałem na świecie dużo, słyszę, rozumiem, a jeszcze mi
się wierzyć nie chce...
- Co myślisz czynić, Janie? - rzekł Stanisław.
- Pewnie, że w domu nie ostanę, chociaż mnie zimno jeszcze trzęsie. Źonę i dzieci trzeba
będzie gdzie bezpiecznie umieścić. Pan Stabrowski, mój krewny, jest łowczym królewskim w
Puszczy Białowieskiej i w Białowieży mieszka. Choćby cała Rzeczpospolita wpadła w moc
nieprzyjaciół, to przecie tam nie trafią. Jutro zaraz żonę i dzieci wyślę.
- I nie będzie to zbytnia ostrożność - odrzekł Stanisław - bo choć z Wielkopolski tutaj
daleko, kto wie, czy płomień wkrótce i tych stron nie ogarnie.
- Trzeba będzie szlachcie dać znać - rzekł Jan - ażeby się kupili i o obronie myśleli, bo
tu jeszcze nikt o niczym nie wie.
Tu zwrócił się do pana Zagłoby:
- A wy, ojcze, pójdziecie z nami, czyli też Helenie zechcecie do puszczy towarzyszyć?
- Ja? - odpowiedział pan Zagłoba - czy pójdę? chybaby mi nogi korzenie w ziemię puściły,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional