lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 491

służył, zaraz komenda sama mu do rąk właziła. Aż mi dziwno było, że ludzie mimo woli
słuchali takiego młodzika... W rzeczy, na onej baszcie on komenderował i ja sam go
słuchałem. Gdybym to choć był wiedział, że to Kmicic!
- Wszelako dziwno mi to - rzekł pan miecznik sieradzki - że Szwedzi nie pochwalili się
jego śmiercią.
Ksiądz Kordecki westchnął:
- Musiały go prochy na miejscu rozerwać!
- Dałbym sobie rękę uciąć, żeby żył! - krzyknął pan Czarniecki. - Ale żeby taki Kmicic
pozwolił się prochom wysadzić!...
- Dał swoje życie za nasze! - odrzekł ksiądz Kordecki.
- To pewno -odpowiedział miecznik - że gdyby ta kolubryna leżała na szańcu, nie myślałbym
tak wesoło o jutrze.
- Jutro Bóg nam da nowe zwycięstwo! - rzekł ksiądz Kordecki- albowiem arka Noego nie może
zginąć w potopie!
Tak oni ze sobą rozmawiali przy Wilii, a potem porozchodzili się, zakonnicy do kościoła,
żołnierze na cichy postój i strażowanie przy bramach i murach. Lecz wielka czujność była
zbyteczna; i w szwedzkim obozie panowała niezamącona spokojność. Sami oni oddali się
spoczynkowi i rozmyślaniom, bo i dla nich zbliżało się najuroczystsze ze świąt.
Noc była także uroczysta. Roje gwiazd świeciły na niebie, mieniąc się różowo i błękitno.
Blask księżyca barwił na zielono całuny śnieżne, rozciągnięte między fortecą a
nieprzyjacielskim obozem. Wiatr nie wiał i taka była cisza, jakiej od początku oblężenia
pod tym klasztorem nie bywało.
O północy żołnierze szwedzcy usłyszeli płynące łagodnie z wyniosłości tony organów, potem
głosy ludzkie dołączyły się do nich, potem dźwięki dzwonów i dzwonków. Wesele, otucha i
wielki spokój były w tych dźwiękach, i tym większe zwątpienie, tym większe uczucie
niemocy ścisnęło serca szwedzkie.
Źołnierze polscy spod komendy Zbrożka i Kalińskiego nie pytając o pozwolenie podeszli pod
same mury. Nie puszczono ich do środka, w obawie jakowej zasadzki, którą noc mogła
ułatwić, lecz pozwolono stać blisko przy murach. Oni też zebrali się całą gromadą. Jedni
poklękali na śniegu, inni kiwali żałośnie głowami, wzdychając nad własną dolą, albo bili
się w piersi ślubując sobie poprawę, a wszyscy słuchali z rozkoszą i ze łzami w oczach
muzyki i pieśni, wedle starożytnego zwyczaju śpiewanych.
Tymczasem strażnicy na murach, którzy nie mogli być w kościele, chcąc sobie ową stratę
wynagrodzić, poczęli także śpiewać i wkrótce rozległa się po całym okręgu murów kolęda:
W żłobie leży,
Któż pobieży
Kolędować małemu...
Nazajutrz po południu huk dział zgłuszył na nowo wszystkie inne odgłosy. Szańce, ile ich
było, zadymiły naraz, ziemia drżała w posadach; leciały po staremu na dach kościelny
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional