lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 213

prawo lub w lewo i strącał w mgnieniu oka rajtara ruchem na pozór nieznacznym, i straszny
był przez te ruchy małe, a błyskawiczne, prawie nieczłowiecze.
Jak niewiasta rwąca konopie zanurzy się w nie tak, iż ją zupełnie zasłonią, ale po
zapadaniu kiści poznasz łatwo jej drogę, tak i on niknął chwilowo z oczu w tłumie rosłych
mężów, lecz tam, gdzie padali jako kłos pod sierpem żniwiarza podcinającego źdźbła od
dołu, tam właśnie on był. Pan Stanisław Skrzetuski i posępny Józwa Butrym zwany Beznogim
szli tuż za nim.
Na koniec szwedzkie tylne szeregi poczęły wysuwać się z opłotków na obszerniejszy
wirydarz przed kościołem i dzwonnicą, a za nimi wysunęły się przednie. Rozległa się
komenda oficera, który pragnął widocznie wprowadzić wszystkich naraz ludzi do boju, i
wydłużony aż dotąd prostokąt rajtarów rozciągnął się w mgnieniu oka wszerz, w długą
linię, chcąc całym frontem stawić czoło.
Lecz Jan Skrzetuski, który nad ogólnym przebiegiem bitwy czuwał i czołem chorągwi
dowodził, nie poszedł za przykładem szwedzkiego kapitana, natomiast ruszył naprzód całym
impetem w ścieśnionej kolumnie, która trafiwszy na słabszą już ścianę szwedzką rozbiła ją
w mgnieniu oka jakoby klinem i zwróciła się pędem ku kościołowi, ku prawej stronie,
biorąc tym
ruchem tył jednej połowie Szwedów, a na drugą skoczyli z rezerwą Mirski i Stankiewicz
mając pod sobą część laudańskich i wszystkich dragonów Kowalskiego.
Zawrzały teraz dwie bitwy, lecz nie trwały już długo. Lewe skrzydło, na które uderzył
Skrzetuski, nie zdążyło się sformować i rozproszyło się najpierwej; prawe, w którym był
sam oficer, dłużej dawało opór, lecz rozciągnięte zbytecznie, poczęło się łamać, mieszać,
na koniec poszło za przykładem lewego.
Wirydarz był obszerny, lecz na nieszczęście zagrodzony ze wszystkich stron wysokim
płotem, a przeciwległy kołowrot służba kościelna widząc, co się dzieje, zamknęła i
podparła. Rozproszeni tedy Szwedzi biegali wkoło, a laudańscy upędzali się za nimi.
Gdzieniegdzie bito się większymi kupami, po kilkunastu na szable i rapiery, gdzieniegdzie
bitwa zmieniła się w szereg pojedynków i mąż potykał się z mężem, rapier krzyżował się z
szablą, czasem strzał pistoletowy buchnął. Tu i owdzie rajtar, wymknąwszy się spod jednej
szabli, biegł jak pod smycz pod drugą. Tu i owdzie Szwed lub Litwin wydobywał się spod
obalonego rumaka i padał zaraz pod cięciem czekającej nań szabli.
Środkiem wirydarza biegały rozhukane konie bez jeźdźców, z rozdętymi od strachu chrapami
i rozwianą grzywą, niektóre gryzły się ze sobą, inne, oślepłe i rozszalałe, zwracały się
zadem do kup walczących i biły w nie kopytami.
Pan Wołodyjowski, strącając mimochodem rajtarów, szukał oczyma po całym wirydarzu
oficera; na koniec spostrzegł go broniącego się przeciw dwom Butrymom i skoczył ku niemu.
- Na bok! -krzyknął na Butrymów - na bok!
Posłuszni żołnierze odskoczyli - mały rycerz zaś przybiegł i starli się ze Szwedem, aż
konie przysiadły na zadach.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional