lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 431

- Źołnierz -odpowiedział Kmicic.
Wówczas i dwaj inni oficerowie zwrócili oczy ku wyjściu.
- Jaki żołnierz? skąd? - spytał pierwszy. (Był to inżynier de Fossis, który głównie pracą
oblężniczą kierował.)
- Z klasztoru -odrzekł Kmicic.
Ale było w jego głosie coś strasznego.
De Fossis podniósł się nagle i przysłonił oczy ręką. Kmicic stał wyprostowany i
nieruchomy jak widmo, tylko groźna jego twarz, podobna do głowy drapieżnego ptaka,
zwiastowała nagłe niebezpieczeństwo.
Jednakże myśl szybka jak błyskawica przemknęła przez głowę de Fossisa, że to może być
zbieg z klasztoru, więc spytał jeszcze, ale już gorączkowo.
- Czego tu chcesz?
- Ot, czego chcę! -krzyknął Kmicic.
I wypalił mu w same piersi z pistoletu. Wtem krzyk straszny i wraz z nim salwa wystrzałów
rozległa się na szańcu.
De Fossis runął, jak pada sosna zgruchotana piorunem, drugi oficer wpadł ze szpadą na
Kmicica, ale on ciął go szablą między oczy, aż stal zgrzytnęła o kości; trzeci oficer
rzucił się na ziemię pragnąc prześliznąć się pod ścianą namiotu, ale Kmicic skoczył ku
niemu, nadeptał nogą na plecy i przygwoździł sztychem do ziemi.
Tymczasem noc cicha zmieniła się w sądny dzień. Dzikie wrzaski: ?Bij! morduj!", zmieszały
się z wyciem i przeraźliwymi wołaniami o ratunek szwedzkich żołnierzy. Ludzie obłąkani z
przestrachu wypadali z namiotów, nie wiedząc, gdzie się obrócić, w którą stronę uciekać.
Niektórzy, nie pomiarkowawszy zrazu, skąd napad przychodzi, biegli wprost na jasnogórców
i ginęli od szabel, kos i siekier, nim zdołali ?pardon!" zakrzyknąć. Niektórzy bodli w
ciemnościach szpadami własnych towarzyszy; inni, bezbronni, wpółodziani, bez kapeluszy, z
rękoma podniesionymi w górę, stawali nieruchomie w miejscu; niektórzy wreszcie padali na
ziemię, wśród poprzewracanych namiotów. Mała garść pragnęła się bronić, lecz oślepły tłum
porywał ich, przewracał, deptał. Jęki konających, rozdzierające prośby o litość wzmagały
zamieszanie.
Gdy wreszcie z krzyków stało się jawnym, że napad przyszedł nie od strony klasztoru, ale
z tyłu, właśnie od strony wojsk szwedzkich, wówczas prawdziwe szaleństwo ogarnęło
napadniętych. Sądzili widocznie, że to sprzymierzone polskie chorągwie uderzyły na nich
znienacka.
Tłumy piechurów poczęły zeskakiwać z szańca i biec ku klasztorowi, jakby w jego murach
pragnęli znaleźć schronienie. Ale wnet nowe okrzyki wskazały, że wpadli na odział
Węgrzyna Janicza, który docinał ich pod samą fortecą.
Tymczasem jasnogórscy siekąc, bodąc, depcząc doszli do armat. Ludzie z przygotowanymi
gwoździami rzucili się na nie natychmiast, inni zaś prowadzili dalej dzieło śmierci.
Chłopi, którzy nie byliby dostali wyćwiczonym żołdakom w otwartym polu, rzucali się teraz
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional