lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 835

Radziwiłła pokonasz, do Taurogów pójdziesz, dziewczynę odbierzesz, za żonę ją pojmiesz,
potomstwo wychowasz... Niech pypcia na języku dostanę, jeżeli tak nie będzie, jakom
rzekł... Dla Boga! tylko nie uduś!
Słusznie zastrzegł się pan Zagłoba, bo pan Kmicic porwał go w swoje
ramiona, podniósł w górę i tak ściskać począł, że aż oczy staremu wyszły na wierzch,
ledwie zaś stanął na własnych nogach, ledwie odsapnął, już pan Wołodyjowski rozochocony
wielce chwycił go za rękę.
- Moja kolej! Mów waćpan, co mnie czeka?
- Boże ci błogosław, panie Michale!... Wywiedzie ci twoja misterna dzierlatka całe
stadko... nie bój się. Uf!
- Vivat! - krzyknął Wołodyjowski.
- Ale pierwej ze Szwedami koniec uczynim ! - dodał Zagłoba.
- Uczynim ! uczynim ! - zawołali trzaskając szablami młodzi pułkownicy
- Vivat! zwycięstwo!
tom III
Rozdział XXIV
W tydzień później przedostał się pan Kmicic w granice Prus elektorskich pod Rajgrodem.
Przyszło mu to dość łatwo, gdyż przed samym odejściem pana hetmana polnego zapadł w lasy
tak skrycie, iż Duglas był pewien, że i jego wataha pociągnęła razem z całą dywizją
tatarsko-litewską pod Warszawę, i małe tylko załogi po zameczkach do obrony tych stron
zostawił.
Duglas odszedł także w ślad za Gosiewskim, z nim i Radziejowski, i Radziwiłł.
Kmicic dowiedział się o tym jeszcze przed przejściem granicy i zgryzł się srodze, że nie
będzie się mógł oko w oko ze swym śmiertelnym wrogiem spotkać i że kara może Bogusława
dojść z innych rąk, mianowicie z rąk pana Wołodyjowskiego, który także przeciw niemu
ślubował.
Za czym, nie mogąc wywrzeć zemsty za krzywdy Rzeczypospolitej i swoje ria osobie zdrajcy,
wywarł ją w straszliwy sposób na posiadłościach elektorskich.
Tej samej nocy jeszcze, w której Tatarzy minęli słup graniczny, niebo zaczerwieniło się
łunami, rozległy się wrzaski i płacz ludzi deptanych stopą wojny. Kto polską mową o
litość umiał prosić, ten z rozkazu wodza był oszczędzany, ale natomiast niemieckie osady,
kolonie, wsie i miasteczka zmieniały się w rzekę ognia, a przerażony mieszkaniec szedł
pod nóż.
I nie tak prędko oliwa rozlewa się po morzu, gdy ją żeglarze dla uspokojenia fal wyleją,
jak rozlał się ów czambuł Tatarów i wolentarzy po spokojnych i ubezpieczonych dotąd
stronach. Zdawało się, iż każdy Tatar umiał się dwoić i troić, być naraz w kilku
miejscach, palić, ścinać. Nie oszczędzano nawet łanów zbożowych, nawet drzew w sadach.
Tyle przecież czasu trzymał pan Kmicic na smyczy swych Tatarów, że wreszcie, gdy ich
puścił na kształt stada drapieżnych ptaków, prawie
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional