lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 55

Oleńka podniosła obie ręce nad głowę.
- Przeklinam go wraz z wami!...
- Amen! - krzyknęła szlachta. - Do zabudowań i w las! Odnajdziem go! Hajże na zbója!
- Hajże ! Hajże !
Szczęk szabel i stąpanie rozległy się na nowo. Szlachta wypadła przed ganek i siadała co
prędzej na koń. Część jej szukała jeszcze czas jakiś w zabudowaniach, w stajniach,
oborach, w odrynie - potem głosy poczęły się oddalać w stronę lasu.
Panna Aleksandra nasłuchiwała, dopóki zupełnie nie znikły, po czym zapukała gorączkowo do
drzwi komnaty, w której ukryła pana Andrzeja.
- Nie ma już nikogo! wychodź waść!
Pan Kmicic wytoczył się z izby jak pijany.
- Oleńka!... -zaczął.
Ona wstrząsnęła rozpuszczonymi włosami, które pokrywały niby płaszczem jej plecy.
- Nie chcę cię widzieć, znać! Bierz konia i uchodź stąd!..
- Oleńka! -jęknął. Kmicic wyciągając ręce.
- Krew na waćpana ręku jako na Kainowym! - krzyknęła odskakując jakby na widok węża. -
Precz, na wieki !..
Rozdział VI
Dzień wstał blady i oświecił kupę gruzów w Wołmontowiczach, zgliszcza domów, zabudowań
gospodarskich, popalone lub pocięte mieczami trupy ludzkie i końskie. W popiołach, wśród
dogasających węgli, gromadki wybladłych ludzi szukały ciał nieboszczyków lub ostatków
mienia. Był to dzień żałości i klęski dla całej Laudy. Rojna szlachta odniosła wprawdzie
zwycięstwo nad oddziałem Kmicica, ale ciężkie i krwawe. Prócz Butrymów, których padło
najwięcej, nie było zaścianka, w którym by wdowy nie opłakiwały mężów, rodzice synów lub
dzieci ojców. Tym trudniej przyszło laudańskim pokonać napastników, że co najtężsi
mężowie byli nieobecni, jeno starcy lub młodzieńcy w zaraniu młodości brali udział w
walce. Jednakże z Kmicicowych ludzi nie ocalał żaden. Jedni dali gardła w
Wołmontowiczach, broniąc się tak zaciekle, iż ranni jeszcze walczyli, innych wyłowiono
następnego dnia po lasach i wybito bez litości. Sam Kmicic jak w wodę wpadł. Gubiono się
w przypuszczeniach, co się z nim stało? Niektórzy twierdzili, że się zasiekł w Lubiczu,
ale zaraz okazało się to nieprawdą; więc przypuszczano, że się dostał do puszczy
Zielonki, a stamtąd do Rogowskiej, gdzie chyba jedni Domaszewicze mogli go wyśledzić.
Wielu twierdziło też, że do Chowańskiego zbiegnie i nieprzyjaciół naprowadzi, ale były to
co najmniej obawy przedwczesne.
Tymczasem niedobitki Butrymów pociągnęły do Wodoktów i stanęły tam jakby obozem. Dom
pełen był niewiast i dzieci. Co się nie zmieściło, poszło do Mitrunów, które panna
Aleksandra całe pogorzelcom oddała. Prócz tego około stu zbrojnych ludzi, którzy się
zmieniali kolejno, stanęło w Wodoktach dla obrony; spodziewano się bowiem, że pan Kmicic
nie da za wygraną i lada dzień o pannę zbrojno może się pokusić. Przysłały i znaczniejsze
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional