lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 736

I niepomny na nic, rzucił się jak szalony ku nim, wyprzedził swoich własnych ludzi i
wpadł pierwszy na oślep między szeregi. Szczęściem, dwaj młodzi Kiemlicze, Kosma i
Damian, siedzący na przednich koniach, wpadli tuż za nim. W tej chwili Wołodyjowski
przesunął się ukosem jak błyskawica i tym jednym ruchem odciął tylną straż od głównego
oddziału.
Działa z murów poczęły grzmieć, lecz główny oddział, poświęciwszy swych towarzyszów,
wpadł co prędzej za wozami do twierdzy. Wówczas laudańscy i Kmicicowi opasali
pierścieniem ową tylną straż i rozpoczęła się rzeźba bez miłosierdzia.
Lecz krótko trwała. Bogusławowi ludzie widząc, że nie masz znikąd ratunku, w mgnieniu oka
pozeskakiwali z koni i rzucili broń pod nogi, krzycząc wniebogłosy, aby ich usłyszano w
ciżbie i gwarze, że się poddają.
Nie zważali na to wolentarze ni Tatarzy i siekli dalej, lecz w tejże chwili rozległ się
groźny a przeraźliwy głos Wołodyjowskiego, któremu chodziło o języka :
- Źywych brać! Gas! gas! żywych brać!
- Źywych brać! -zakrzyknął Kmicic.
Zgrzyt żelaza ustał. Rozkazano teraz troczyć jeńców Tatarom, którzy z właściwą sobie
wprawą uczynili to w mgnieniu oka, po czym chorągwie cofnęły się spiesznie spod
działowego ognia.
Pułkownicy skierowali się ku szopom. Laudańska szła naprzód, Wańkowiczowi z tyłu, a
Kmicic z jeńcami w pośrodku, wszyscy w zupełnej gotowości, aby napad, jeżeliby się
zdarzył, odeprzeć. Jeńców prowadzili Tatarzy na smyczach, inni powodowali zdobyczne
konie. Kmicic, zbliżywszy się do szop, bacznie spoglądał w twarze jeńców, czy
Bogusławowej między nimi nie zobaczy, bo choć mu już jeden z rajtarów pod sztychem
zaprzysiągł, że księcia samego nie było w oddziale, jednak jeszcze myślał, że nuż
umyślnie tają.
Wtem jakiś głos spod strzemienia tatarskiego zawołał nań:
-- Panie Kmicic! Panie pułkowniku! Ratuj znajomego! Każ mnie puścić ze sznura na parol.
- Hassling! -zakrzyknął Kmicic.
Hassling był to Szkot, niegdyś oficer rajtarii księcia wojewody wileńskiego, którego
Kmicic znał w Kiejdanach i swego czasu bardzo lubił.
- Puść jeńca -zakrzyknął na Tatara - i sam precz z konia !
Tatar skoczył z kulbaki, jakby go wiatr zmiótł, bo wiedział, jak niebezpiecznie marudzić,
gdy ?bagadyr" rozkazuje.
Hassling postękując wdrapał się na wysokie siedzenie ordyńca.
Wtem Kmicic chwycił go powyżej dłoni i gniotąc mu rękę tak, jakby chciał ją zgruchotać,
począł pytać natarczywie:
- Skąd jedziecie? Wraz powiadaj, skąd jedziecie? Na Boga, spiesz się!
- Z Taurogów! -odparł oficer.
Kmicic pocisnął go jeszcze silniej.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional