lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 399

uwierzą, klasztor stanie się łupem nieprzyjaciela, z drugiej wstyd go palił, bo sam
widział, że wszystkie pozory przemawiają przeciw jego wiadomościom i że łatwo za kłamcę
poczytany być może. Na myśl o tym gniew szarpał go, rozbudzała się w nim przyrodzona
popędliwość, grała obrażona ambicja, budził się dawny półdziki Kmicic. Ale łamał się póty
sam z sobą, aż się złamał, przywołał wszystką cierpliwość i powtarzając sobie w duszy:
?Za grzechy moje, za grzechy moje..." -odrzekł z mieniącą się twarzą:
- Com słyszał, powtarzam jeszcze raz: Weyhard Wrzeszczowicz ma napaść na klasztor.
Terminu nie wiem, ale myślę, że prędko się to stanie... Ja ostrzegam, a na waszmościów
spadnie odpowiedzialność, jeśli nie usłuchacie!...
Na to pan Piotr Czarniecki odrzekł z przyciskiem:
- Powoli, kawalerze, powoli. Głosu nie podnoś!
Po czym pan Piotr Czarniecki przemówił do zgromadzonych:
- Pozwólcie mnie, zacni ojcowie, zadać kilka pytań temu przybyszowi...
- Waćpan nie masz prawa mi ubliżać! - krzyknął Kmicic.
- Nie mam i chęci -odrzekł zimno pan Piotr. - Ale tu o klasztor i o Najświętszą Pannę
chodzi, o Jej stolicę. Dlatego to waćpan musisz na bok odłożyć urazę albo jeżeli nie na
bok, to na czas, bo bądź pewien, że ci się wszędzie sprawię. Waćpan wieści przynosisz, my
je chcemy sprawdzić, to słuszna i dziwić cię nie powinno, a jeśli nie zechcesz
odpowiadać, pomyślimy, że się boisz zaplątać.
- Dobrze! pytaj waść! - rzekł Babinicz przez zaciśnięte zęby.
- Otóż to. Waćpan powiadasz, że jesteś ze Źmudzi?
- Tak jest.
- I przybywasz tu, aby Szwedom i Radziwiłłowi zdrajcy nie służyć?
- Tak jest.
- A przecie tam są tacy, którzy mu nie służą i przy ojczyźnie się oponują, są chorągwie,
które posłuszeństwo wypowiedziały, jest pan Sapieha, czemuś to do nich nie przystał?...
- To moja sprawa!
- Aha! waści sprawa! - rzekł Czarniecki. - To może mi na inne pytania odpowiesz?
Ręce pana Andrzeja drżały, oczy wpiły się w ciężki miedziany dzwonek stojący przed nim na
stole i z tego dzwonka przenosiły się na głowę pytającego. Brała go szalona,
nieprzezwyciężona chęć porwać ów dzwon i puścić go na czaszkę pana Czarnieckiego. Dawny
Kmicic coraz więcej brał górę nad pobożnym i skruszonym Babiniczem. Lecz się przełamał
raz jeszcze i rzekł:
- Pytaj !
- Jeśliś ze Źmudzi, to musz wiedzieć, co się na dworze zdrajcy dzieje. Wymień mi tych,
którzy mu do zguby ojczyzny dopomogli, wymień tych pułkowników, którzy przy nim stoją.
Kmicic pobladł jak chusta, jednak wymienił kilka nazwisk. Pan Czarniecki wysłuchał i
rzekł:
- Mam ja przyjaciela, dworzanina królewskiego, pana Tyzenhauza, który mi jeszcze o jednym
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional