lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 404

najlżejsze. Sam niczego więcej nie pragnął, nie pożądał. Cała dusza młoda rwała się w nim
ku uczynkom, bo oczywiście pod uczynkami rozumiał wojnę i bicie Szwedów od rana do
wieczora, bez spoczynku i miłosierdzia. A właśnie jakże piękna, jak wspaniała otwierała
się do tego droga! Bić Szwedów nie tylko w obronie ojczyzny, nie tylko w obronie pana,
któremu wierność poprzysiągł, ale jeszcze w obronie Królowej Anielskiej, było to
szczęście nad jego zasługę.
Gdzież się podziały te czasy, gdy stał jakoby na rozdrożu, pytając się siebie, którędy
iść; gdzież te czasy, w których nie wiedział, co począć, w których wszędy spotykał się ze
zwątpieniem i sam począł tracić nadzieję?
A przecie tu ludzie, te białe mnichy i ta garść chłopów i szlachty, gotowali się po
prostu do obrony, do walki na śmierć i życie. Jedyny to był kąt taki w Rzeczypospolitej i
właśnie pan Andrzej do niego zajechał, jakoby go jaka szczęśliwa gwiazda prowadziła. Bo
przy tym wierzył święcie w zwycięstwo, choćby cała potęga szwedzka miała otoczyć te mury.
W sercu miał tedy modlitwę, radość i wdzięczność.
W tym usposobieniu chodził po murach z jasną twarzą, rozpatrywał się, przyglądał i
widział, że dobrze się dzieje. Okiem znawcy wnet poznał z samych przygotowań, że czynią
je ludzie doświadczeni, którzy potrafią pokazać się i wówczas, gdy przyjdzie do sprawy.
Podziwiał spokój księdza Kordeckiego, dla którego głębokie powziął uwielbienie; podziwiał
stateczność pana miecznika sieradzkiego, a nawet panu Czarnieckiemu, choć mu mruczno na
niego było, nie pokazywał krzywego oblicza.
Lecz ów rycerz spoglądał na niego surowie i spotkawszy go u muru, na drugi dzień po
powrocie wysłańców klasztornych, rzekł:
- Jakoś Szwedów nie widać, panie kawalerze, a jak nie nadejdą, to reputację waćpanową psi
zjedzą.
- Jeśliby z ich przybycia miała jaka szkoda dla świętego miejsca wyniknąć, to niech moją
reputację lepiej psi zjedzą! -odpowiedział Kmicic.
- Wolałbyś ich prochu nie wąchać. Znamy się na takich rycerzach, co buty mają zajęczą
skórką podszyte!
Kmicic spuścił oczy jak panna.
- Wolabyś kłótni poniechać - rzekł - com ci winien? Zapomniałem ja swojej urazy, zapomnij
i ty swojej.
- A nazwałeś mnie szlachetką - rzekł ostro pan Piotr. - Proszę! cóżeś sam za jeden? W
czym to Babinicze od Czarnieckich lepsi?... Takiż to senatorski ród?
- Mój mospanie -odrzekł wesoło Kmicic - żeby nie pokora, którą mam na spowiedzi nakazaną,
żeby nie one batożki, które mi co dzień za dawne burdy grzbiet porą, wnet ja bym tu
inaczej jeszcze waćpana nazwał, jeno mi strach, żeby w dawne grzechy nie popaść. A co do
tego, czy Babinicze, czy Czarnieccy lepsi, to się pokaże, jak Szwedzi nadejdą.
- A jakąż to szarżę myślisz otrzymać?... Zali mniemasz, że cię jednym z komendantów
uczynią?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional