lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 524

- Słyszałem dziś, jak jeden z jego ludzi nazwał go pułkownikiem, a on tylko spojrzał
groźnie i zaraz tamtego skonfundował. W tym coś jest!
- I mnie się czasem widzi - rzekł król - że on nie chce wszystkiego gadać, ale to jego
sprawa.
- Nie, miłościwy panie! - zawołał gwałtownie Tyzenhauz - to nie jego sprawa, to sprawa
nasza i całej Rzeczypospolitej... Bo jeśli to jaki przedawczyk, który zgubę waszej
królewskiej mości albo niewolę gotuje, to zginą razem z waszą królewską mością wszyscy
ci, którzy w tej chwili oręż podnoszą, zginie cała Rzeczpospolita, którą ty jeden,
miłościwy panie, ratować możesz.
- To go jutro sam wypytam.
- Bogdajbym był fałszywym prorokiem, ale jemu nic dobrego z oczu nie patrzy. Nadto on
szparki, nadto śmiały, zbyt wielki rezolut, a tacy ludzie na wszystko się ważą.
Król zafrasował się.
Nazajutrz dzień, gdy ruszono w drogę, kiwnął na Kmicica, by zbliżył się ku niemu.
- Gdzieś ty był pułkownikiem? - spytał król nagle.
Nastała chwila milczenia.
Kmicic walczył sam ze sobą; paliła go chęć zeskoczyć z konia, upaść do nóg królewskich i
raz zrzucić z siebie ten ciężar, który dźwigał, raz powiedzieć całą prawdę.
Lecz ze zgrozą pomyślał znowu, jak straszne wrażenie musi uczynić to nazwisko: Kmicic,
zwłaszcza po liście księcia Bogusława Radziwiłła.
Jakże on, niegdyś prawa ręka księcia wojewody wileńskiego, on, który przewagę jego
utrzymał, do rozbicia nieposłusznych chorągwi dopomógł, w zdradzie sekundował; jakże on,
posądzony i oskarżony o najstraszniejszą zbrodnię zamachu na wolność królewską, zdoła
teraz przekonać króla, biskupów i senatorów, że się poprawił, że się przerodził i krwią
za swe winy odpokutował?... Czym zdoła swych szczerych intencji dowieść, jakie dowody,
prócz gołych słów, może złożyć?...
Dawne winy ścigają go ciągle i nieubłaganie, jako psy zażarte ścigają zwierza w kniei.
Więc postanowił zamilczeć.
Ale uczuł jednocześnie niewypowiedziany wstręt i obrzydzenie do wykrętów. Zali miałby
temu panu, tak ze wszystkich sił duszy kochanemu, rzucać piasek w oczy i wymyślonymi
historiami go zwodzić?
Czuł, że do tego zabraknie mu sił.
Więc po chwili tak mówić począł:
- Miłościwy królu! Przyjdzie czas, może niedługo, że będę mógł waszej królewskiej mości
całą duszę jako księdzu na spowiedzi otworzyć... Ale chcę, żeby pierwej za mnie, za moją
szczerą intencję, za wierność i za miłość do majestatu uczynki jakowe, nie gołe słowa,
zaręczały. Grzeszyłem, miłościwy panie, grzeszyłem przeciw tobie i ojczyźnie, a za mało
mam jeszcze pokuty, więc takiej służby szukam, w której by poprawę łatwo znaleźć. Kto
wreszcie nie grzeszył? Kto nie potrzebuje bić się w piersi w całej tej Rzeczypospolitej?
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional