lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 237

co stało się dlatego, że pan Andrzej, którego dragonów pan Wołodyjowski nie omieszkał
zabrać z sobą, wracał sam jeden, więc wybrał się krótszą drogą, lasami, omijając Plemborg
i Ejragołę.
Po całej nocy spędzonej na koniu, w południe następnego dnia stanął .hetman wraz z
wojskiem na powrót w Kiejdanach i pierwsze jego pytanie było o Kmicica. Odpowiedziano mu,
że wrócił, ale bez żołnierzy. O tej ostatniej okoliczności wiedział już książę, ale
ciekaw był usłyszeć z ust. samego Kmicica relację, więc kazał go natychmiast wołać do
siebie.
- Nie udało ci się jako i mnie - rzekł, gdy Kmicic stanął przed nim.-
Mówił mi już miecznik rosieński, żeś wpadł w ręce tego małego diabła.
- Tak jest! - rzekł Kmicic.
- I list mój cię wyratował?
- O którym liście wasza książęca mość mówisz? Bo oni, przeczytawszy sami ten, który
znaleźli przy mnie, przeczytali mi w nagrodę drugi, któryś wasza książęca mość do
komendanta birżańskiego pisał...
Ponura twarz Radziwiłła pokryła się jakoby krwawym obłokiem.
- Więc ty wiesz?
- Wiem! - odrzekł zapalczywie Kmicic. - Jak wasza książęca mość mogłeś tak ze mną
postąpić? Szlachcicowi prostemu wstyd słowo łamać, a cóż dopiero księciu i wodzowi...
- Milcz - rzekł Radziwiłł.
- Nie zmilczę, bom tam przed tymi ludźmi oczami za waszą książęcą mość świecić musiał!
Ciągnęli mnie, żebym do nich przystał, a jam nie chciał i powiedziałem im: ?Radziwiłłowi
służę, bo przy nim słuszność, przy nim cnota1" Na to pokazali mi ów list: ?Patrz, jaki
twój Radziwiłł!"-a jam musiał gębę stulić i wstyd łykać...
Wargi hetmana poczęły drgać z wściekłości. Ogarnęła go dzika żądza skręcić tę zuchwałą
głowę z karku i już, już ręce podnosił, aby na służbę zaklaskać. Gniew zasłaniał mu oczy,
tamował oddech w piersiach i pewnie drogo by przyszło Kmicicowi zapłacić za wybuch, gdyby
nie nagły atak astmy, który w tej chwili pochwycił księcia. Twarz mu sczerniała, zerwał
się z krzesła i rękoma począł bić powietrze, oczy wyszły mu na wierzch głowy, a z
gardzieli wydobył się chrapliwy ryk, w którym Kmicic zaledwie zrozumiał słowo :
- Duszę się!...
Na uczyniony alarm zbiegła się służba, nadworni medycy i poczęto cucić księcia, który
zaraz stracił przytomność. Cucono z godzinę, a gdy wreszcie począł dawać ślady życia,
Kmicic wyszedł z komnaty.
Na korytarzu spotkał Charłampa, który się był już podleczył z ran i stłuczeń otrzymanych
w bitwie ze zbuntowanymi Węgrami Oskierki.
- A co nowego? -spytał wąsacz.
- Już przyszedł do siebie! - odpowiedział Kmicic.
- Hm ! Ale lada dzień może nie przyjść. Zła nasza, panie pułkowniku, bo jak książę
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional