lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 647

gradowa wisi nad łanem zboża. Na koniec dopadli go pod Gołębiem, niedaleko ujścia Wieprza
do Wisły. Niektóre chorągwie polskie, stojące w gotowości rzuciwszy się z impetem na
nieprzyjaciela, rozniosły postrach i zamieszanie. Więc naprzód skoczył pan Wołodyjowski
ze swoją laudańską chorągwią i wsparł królewicza duńskiego Waldemara; zaś pan Kawecki
Samuel i młodszy Jan stoczyli z pagórka pancerną chorągiew na najemnych Angielczyków
Wikilsona- i w mgnieniu oka pożarli ich, jako szczupak pochłania klenia, zaś pan Malawski
zwarł się z księciem biponckim tak szczelnie, iż ludzie i konie pomieszali się ze sobą
jako kurzawa, którą dwa wichry z przeciwnych stron przyniosą i jeden wir z niej uczynią.
W mgnieniu oka zepchnięto Szwedów ku Wiśle, co widząc Duglas pospieszył swoim z wyborową
rajtarią na ratunek. Lecz rozpędu i te nowe posiłki wstrzymać nie mogły; poczęli więc
Szwedzi skakać z wysokiego brzegu na lód, padając trupem tak gęsto, że czernili się na
śnieżnym polu jako litery na białej karcie. Legł królewicz Waldemar; legł Wikilson, a
książę biponcki, obalon z koniem, nogę złamał - legli wszelako i obaj panowie Kaweccy, i
pan Malawski, i Rudawski, i Rogowski, i pan Tymiński, i Choiński, i Porwaniecki, jeden
tylko pan Wołodyjowski, chociaż się w szwedzkie szeregi jako nurek w wodę z głową
zanurzał, najmniejszej rany nie poniósł.
Tymczasem przyciągnął sam Karol Gustaw z główna siłą i armatami i naówczas zmieniła się
postać boju. Inne Czarnieckiego pułki, niekarne i nie wyćwiczone, nie umiały stanąć na
czas w ordynku; niektóre koni nie miały pod ręką, inne, po dalszych wsiach leżące, wbrew
rozkazom, aby ciągle były w pogotowiu, zażywały wczasu po chatach. Na owe gdy
nieprzyjaciel natarł niespodzianie, wnet poszły w rozsypkę i ku Wieprzowi umykać poczęły.
Więc pan Czarniecki kazał trąbić na odwrót, aby tamtych pułków, które pierwsze uderzyły,
nie wygubić. Jedni poszli tedy za Wieprz, inni do Końskowoli, zostawując pole i sławę
zwycięstwa Karolowi, gdyż tych zwłaszcza, którzy za Wieprz uchodzili, długo ścigały
chorągwie Zbrożka i Kalińskiego, przy Szwedach jeszcze zostające.
Radość była w obozie szwedzkim niezmierna. Niewielkie wprawdzie dostały się Szwedom owego
zwycięstwa trofea: sakiewki z owsem i trochę pustych wozów, lecz Karolowi nie o łup tym
razem chodziło. Cieszył się, że zwycięstwo szło jak i dawniej, w jego ślady, że ledwo się
pokazał, już pogromił - i to samego pana Czarnieckiego, na którym największe nadzieje
Jana Kazimierza i Rzeczypospolitej spoczywały. Mógł się spodziewać, że wieść rozbiegnie
się po całym kraju, że każde usta będą powtarzały: ?Czarniecki zniesion", iż bojaźliwi
rozmiary klęski przesadzą, a przez to zwątlą serca i odbiorą ducha wszystkim, którzy na
głos konfederacji tyszowieckiej za broń chwycili.
Więc gdy mu przyniesiono i rzucono pod nogi owe sakiewki owsa, a z nimi razem ciała
Wikilsona i Waldemara, on zwrócił się do swych frasobliwych jenerałów i rzekł:
- Rozmarszczcie ichmościowie czoła, bo to jest największe zwycięstwo, jakiem od roku
odniósł, i całą wojnę skończyć ono może.
- Wasza królewska mość - odrzekł Wittenberg, który słabszym jak zwykle będąc czarniej
rzeczy widział - dziękujmy Bogu i za to, że pochód dalszy będziem mieć spokojny; chociaż
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional