lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 296

- Czy ja wiem, mój jegomość. Poszli daleko, jeszcze zeszłego roku, a wrócili latem.
- A czyj teraz jesteś?
- To królewskie lasy.
- Kto cię tu osadził na smolarni?
- Borowy królewski, panów krewny, który z nimi też konie prowadzał, ale jak raz z nimi
pojechał, tak i więcej nie wrócił.
- A goście jacy tu u panów nie bywali?
- Tu nikt nie trafi, bo bagna naokoło i tylko jedno przejście; dziwno mi to, mój
jegomość, żeście trafili, bo kto nie trafi, tego i bagno wciągnie.
Soroka chciał zrazu odpowiedzieć, że i te lasy, i to przejście zna dobrze, ale po chwili
namysłu postanowił lepiej zamilczeć, a natomiast spytał:
- A duże to bory?
Chłop nie zrozumiał pytania.
- Jak to?
- Daleko idą?
- Oj ! kto je tam przeszedł: jedne się kończą, drugie zaczynają, a Bóg tam wie, gdzie ich
nie ma. Ja tam nie był.
- Dobrze! - rzekł Soroka.
To rzekłszy kazał chłopu wrócić i sam zawrócił do chaty.
Po drodze rozmyślał, co mu czynić przystoi, i wahał się. Z jednej strony przychodziła mu
ochota, korzystając z nieobecności mieszkańców chaty, brać konie jak swoje i z rabunkiem
umykać. Łup był cenny i konie bardzo przypadły do serca staremu żołnierzowi, ale po
chwili zwalczył pokusę. Wziąść łatwo, jeno co dalej czynić? Bagna naokoło, jedno wyjście
- jak do niego trafić? Przypadek raz posłużył, ale może nie posłużyć drugi raz. Iść
śladem kopyt na nic, boć pewnie mieszkańcy mieli tyle rozumu, że poczynili umyślnie
śladowe drogi fałszywe i zdradne, wiodące wprost do topieli. Soroka znał dobrze proceder
ludzi, którzy konie kradną lub łupem biorą.
Myślał więc i rozważał, nagle uderzył się pięścią w głowę:
- Kiep ze mnie! -mruknął - toż wezmę chłopa na postronek i każę się
wyprowadzić na gościniec.
Nagle wstrząsnął się wymówiwszy ostatni wyraz.
- Na gościniec? A tam ten książę i pogoń...
?Piętnaście koni trzeba stracić! - rzekł sobie w duchu stary wyga z takim żalem, jakby te
konie od małego wyhodował. - Nie może być inaczej, tylko skończyło się nasze szczęście.
Trzeba siedzieć w chacie, póki pan Kmicic nie wyzdrowieje, siedzieć z wolą mieszkańców
albo bez woli, a co potem będzie, to już pułkownika głowa."
Tak rozmyślając wrócił do chaty. Czujni żołnierze stali przy drzwiach i choć widzieli z
dala latarkę migocącą w ciemności, tęż samą, z którą Soroka i smolarz wyszli, przecie
kazali im się opowiedzieć, kto są, zanim puścili ich do chaty. Soroka dał ordynans, by
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional