lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 693

- Jedzie kasztelan! jedzie! - ozwały się liczne głosy.
Jakoż z dala ozwały się wojenne krzywuły i na drodze od strony gródzi ukazała się cała
chorągiew pędząca w skok ku plebanii. Była to chorągiew laudańska; na jej czele jechał
sam pan Czarniecki. Dobiegłszy, widząc, iż wszystko już skończone, wstrzymali konie;
żołnierze Szandarowskiego poczęli się sypać ku nim.
Poskoczył i Szandarowski z relacją do kasztelana, tak zaś był spracowany, że z początku
tchu złapać nie mógł, bo i dygotał jak w febrze, i głos urywał mu się co chwila w
gardzieli.
- Sam król był... nie wiem... jeżeli uszedł...
- Uszedł! uszedł! -ozwali się ci, którzy patrzyli na gonitwę.
- Chorągiew wzięta!... Trupa moc!
Czarniecki nie rzekłszy ni słowa posunął się z koniem ku pobojowisku, które okrutny i
żałosny przedstawiało widok. Przeszło dwieście trupów szwedzkich i polskich leżało
mostem, jeden tuż koło drugiego; często jeden na drugim... Niektórzy trzymali się za
włosy, niektórzy poumierali gryząc się wzajemnie zębami lub szarpiąc się pazurami. A znów
inni dzierżyli się jakoby w braterskim objęciu lub leżeli wsparci głowami na piersiach
nieprzyjaciół. Wiele twarzy było tak stratowanych, że nie pozostało w nich nic
człowieczego; te zaś, których nie zdruzgotały kopyta, oczy miały otwarte, pełne
przerażenia, grozy bojowej, wściekłości... Krew chlupotała w rozmiękłej ziemi pod nogami
kasztelańskiego konia, które wnet poczerwieniały wyżej pęcin; zapach krwi i potu
końskiego drażnił nozdrza i tamował dech w piersiach.
Kasztelan patrzył takim okiem na owe ciała ludzkie, jakim dziedzic patrzy na powiązane
snopy pszeniczne mające bróg napełnić. Zadowolenie odbiło się na jego twarzy. W milczeniu
objechał dokoła plebanii, popatrzył na trupy leżące z drugiej strony za sadem, za czym
powrócił z wolna na główne pobojowisko.
- Rzetelną tu widzę robotę - rzekł - i kontent jestem z waszmościów!
Oni zaś wyrzucili krwawymi rękoma czapki w górę:
- Vivat Czarniecki !
- Daj Bóg drugie prędkie spotkanie!... !... Vivat Vivat!...
A kasztelan na to:
- Pójdziecie do tylnej straży dla wypoczynku. Mości Szandarowski, a kto wziął chorągiew?
- Dawajcie pachołka! - zakrzyknął Szandarowski - gdzie on?
Źołnierze skoczyli szukać i znaleźli pacholika siedzącego pod ścianą stajenną przy
źrebcu, który padł z ran i ostatnie właśnie tchnienie wydawał. Na pierwszy rzut oka
zdawało się, że i chłopakowi niewiele się należy, trzymał jednak chorągiew obu rękoma
przy piersiach.
Porwano go natychmiast i przyprowadzono przed kasztelana. Stanął tedy bosy, rozczochrany,
z nagą piersią, z koszulą i sukmaniną w strzępach, zamazany krwią szwedzką i własną jak
nieboskie stworzenie, chwiejący się na nogach, ale z ogniem niezgasłym jeszcze w
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional