lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 180

twój, Boże, daj jeno karę najprędzej! Niechże tak będzie! Amen! Byle się stąd jak
najprędzej na wolność wydostać - narobię ja ci partyzantów, mości hetmanie! Poznasz, jako
to fructa zdrady smakują. Będziesz ty mnie jeszcze za przyjaciela uważał, ale jeśli
lepszych przyjaciół nie znajdziesz, to nie poluj nigdy na niedźwiedzia, chyba ci skóra
niemiła...
Tak to rozprawiał ze sobą pan Zagłoba. Tymczasem upłynęła jedna i druga godzina, a w
końcu poczęło świtać. Szare blaski wpadające przez kratę rozpraszały z wolna ciemność
panującą w piwnicy i wydobyły z niej posępne postacie rycerskie siedzące pod ścianami.
Wołodyjowski i dwaj Skrzetuscy drzemali ze znużenia, ale gdy rozwidniło się lepiej, z
podwórca zamkowego doleciały odgłosy kroków żołnierskich, chrzęst broni, tętent kopyt i
dźwięki trąb przy bramie. Rycerze zerwali się na równe nogi.
- Poczyna nam się dzień niezbyt pomyślnie! - rzekł Jan.
- Daj Boże, żeby się skończył pomyślniej - odpowiedział Zagłoba.-Wiecie, waćpanowie, com
w nocy obmyślił? Oto pewnie poczęstują nas darowaniem żywota, jeżeli służbę u Radziwiłła
przyjąć i jeszcze w zdradzie pomagać zechcemy; my zaś powinniśmy się na to zgodzić, aby z
wolności skorzystać i za ojczyznę stanąć.
- Niechże mnie Bóg broni, abym miał zdradę podpisywać - odparł Jan - bo choćbym potem
zdrajcy odstąpił, już by moje nazwisko na hańbę moim dzieciom między zdrajcami pozostało.
Nie uczynię ja tego, wolę umrzeć.
- Ani ja! - rzekł Stanisław.
- A ja z góry was uprzedzam, że uczynię. Na fortel - fortel, a potem będzie, co Bóg da.
Nikt nie pomyśli, żem to z dobrej woli albo szczerze uczynił. Niech tego smoka Radziwiłła
diabli wezmą! Zobaczymy jeszcze, czyje będzie na wierzchu.
Dalszą rozmowę przerwały krzyki dochodzące z podwórza. Słychać w nich było złowrogie
akcenta gniewu i wzburzenia. Jednocześnie rozlegały się pojedyncze głosy komendy i echa
kroków całych tłumów, i ciężki hurkot, jakoby przetaczanych dział.
- Co tam się dzieje? - pytał Zagłoba. - Dalibóg, może to jakaś pomoc dla nas.
- Pewnie, że niezwyczajne to hałasy - odrzekł Wołodyjowski. - A podsadźcie no mnie do
okna, bo ja najprędzej rozeznam, co to jest...
Jan Skrzetuski wziął go pod boki i podnósł jak dziecko do góry, pan Michał chwycił się
kraty i począł pilnie wyglądać na podwórzec.
- Jest coś, jest! - rzekł nagle żywo - widzę węgierską nadworną chorągiew piechoty, którą
Oskierko dowodził. Okrutnie go miłowali, a on także pod aresztem; pewnie się o niego
dopominają. Dalibóg, stoją w szyku bojowym. Porucznik Stachowicz jest z nimi, to
przyjaciel Oskierki.
W tej chwili krzyki jeszcze się wzmogły.
- Ganchof przed nich przyjechał... Mówi coś ze Stachowiczem... A jaki krzyk!... Widzę,
mości panowie, Stachowicz z dwoma oficerami odchodzą od chorągwi. Idą pewnie do hetmana w
deputacji. Jak mi Bóg miły, bunt szerzy się w wojsku. Armaty naprzeciw Węgrom zatoczone i
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional