lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 823

- Nie przed panami Billewiczami - odrzekł marszcząc brwi - i nie ze strachu, jeno się tam
przenoszę z roztropności, abym więcej przeciw tym zbójom mógł ze świeżymi siłami dokazać.
- To szczęśliwej drogi.
- Jak to? Zali myślisz, że bez ciebie pojadę, moja nadziejo najmilejsza?
- Kogo tchórz oblatuje, niech w ucieczce ma nadzieję, nie we mnie. Zbytnioś waćpan
poufały, ja zaś, gdybym potrzebowała konfiilenta, pewnie byś nie waćpan nim został.
Sakowicz pobladł z gniewu. Dałby on jej, gdyby nie była Anusią Borzobohatą! Lecz bacząc,
przed kim stoi, pomiarkował się, straszną swą twarz ocukrzył uśmiechem i odrzekł, niby
żartując:
- Ej, nie będę pytał! Wsadzę do kolaski i powiozę!
- Tak? - spytała dziewczyna. - Tom, widzę, wbrew intencjom księcia w niewoli tu trzymana?
Wiedzże waćpan o tym, że jeśli to uczynisz, słowa więcej w życiu do waćpana nie
przemówię, tak niech mi Pan Bóg dopomoże, bo ja w Łubniach chowana i dla tchórzów
największą mam pogardę. Bodajem nie była wpadła w takie ręce!... Bodaj mnie pan Babinicz
do sądnego dnia na Litwę wiózł, bo ten się nie bał nikogo!
- Dla Boga ! -krzyknął Sakowicz. - Powiedzże mi przynajmniej, czemu do Prus nie chcesz
jechać?
Lecz Anusia poczęła udawać płacz i desperację.
- Wzięli mnie jako Tatarzyni w niewolę, choć ja księżnej Gryzeldy wychowanka i nikt do
mnie nie miał prawa. Wzięli i więżą, za morza gwałtem wywożą, na wygnanie mnie skazują,
rychło patrzeć, jak kleszczami będą szarpali!... O Boże! o Boże!
- Bójże się waćpanna tego Boga, którego wzywasz! - zawołał pan starosta. - Kto cię
kleszczami będzie szarpał?
- Ratujcie mnie, wszyscy święci! - powtarzała łkając Anusia.
Sakowicz sam nie wiedział, co ma czynić; dusiła go wściekłość, gniew; chwilami myślał, że
zwariuje albo że Anusia zwariowała. Na koniec rzucił się jej do nóg i przyrzekł, że w
Taurogach zostanie. Wówczas ona zaczęła go prosić, iżby odjechał, jeśli się boi, czym go
do ostatniej doprowadziła rozpaczy, tak że się zerwał i wychodząc rzekł:
- Dobrze! Zostajem w Taurogach, a czy się boję panów Billewiczów, to się wkrótce pokaże.
I tego samego dnia, zebrawszy resztki pobitych wojsk, Btzowa i swoje własne, poszedł,
ale nie do Prus, tylko za Rosienie, przeciw panom Billewiczom, którzy w lasach
girlakolskich stali obozem. Nie spodziewali się oni żadnego napadu, bo już wieść o
zamierzonym wyjściu wojsk z Taurogów powtarzano od kilku dni w okolicy, więc starosta,
napadłszy nie ubezpieczonych, rozniósł ich na szablach i kopytach. Sam miecznik, pod
którego dowództwem stał oddział, ocalał z pogromu, ale dwóch Billewiczów z innej linii
poległo; z nimi trzecia część żołnierzy; pozostali rozpierzchli się na cztery świata
strony. Kilkudziesięciu jeńców przyprowadził starosta do Taurogów i stracić wszystkich
rozkazał, zanim Anusia mogła wystąpić w ich obronie.
0 opuszczeniu Taurogów nie było już mowy i nie potrzebował pan starosta tego czynić, bo
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional