lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 420

- Panie! -odpowiedziało drżące pacholę - wyobrażałem sobie wojnę straszną, alem nie
myślał, żeby była tak straszna!
- Nie każda kula zabija, inaczej by już ludzi nie było na świecie, bo matki by nie
nastarczyły rodzić.
- Najwięcej, panie, strach mi owych kul ognistych, owych granatów. Czemu to one rozpękają
się z takim hukiem?... Matko Boża, ratuj!... i tak okrutnie ludzi ranią?...
- Jak ci wytłumaczę, zyskasz na eksperiencji, ojczyku. Owóż kula to jest żelazna, a
wewnątrz drążona, prochami naładowana. W jednym miejscu ma zaś dziurę dość małą, w której
tuleja z papieru albo czasem z drewna siedzi.
- Jezu Nazareński! tuleja siedzi?
- Tak jest! zaś w tulei kłak wysiarkowany, który się przy wystrzale zapala. Owóż kula
powinna upaść tuleją na ziemię, by ją sobie wbić do środka, wonczas ogień dochodzi do
prochów i kulę rozrywa. Wiele wszelako kul pada nie na tuleję, ale i to nic nie szkodzi,
bo przecie jak ogień dojdzie, to wybuch nastąpi...
Nagle Kmicic wyciągnął rękę i począł mówić szybko:
- Patrz! patrz! oto! ot masz eksperyment!
- Jezus! Maria! Józef! - krzyknął braciszek na widok nadlatującego granatu.
Granat tymczasem spadł na majdan i warcząc, wichrząc zaczął podskakiwać po bruku, wlokąc
za sobą dymek błękitny przewrócił się raz i drugi, przytoczył aż pod mur, na którym
siedzieli, wpadł w kupę mokrego piasku usypaną wysoko aż do blanków i tracąc zupełnie
siłę pozostał bez ruchu. Padł na szczęście tuleją do góry, lecz kłak nie zgasł, bo dym
podniósł się natychmiast.
- Na ziemię!... na twarze!... - poczęły wrzeszczeć przerażone głosy. - Na ziemię! na
ziemię!
Lecz Kmicic w tej samej chwili zsunął się po kupie piasku, błyskawicznym ruchem dłoni
chwycił za tuleję, szarpnął, wyrwał i wznosząc rękę z palącym się kłakiem począł wołać:
- Wstawajcie! Jakoby kto psu zęby wybrał! Już on teraz i muchy nie zabije!
To rzekłszy kopnął leżący czerep. Obecni zdrętwieli, widząc ten nadludzkiej odwagi
uczynek, i przez czas jakiś nikt słowa nie śmiał przemówić; na koniec Czarniecki
zakrzyknął:
- Szalony człecze! Toż gdyby pękło, na proch by cię zmieniło!
A pan Andrzej rozśmiał się tak szczerze, że aż błysnął zębami jak wilk:
- Albo to nam prochów nie trzeba? Nabilibyście mną armatę i jeszcze bym po śmierci napsuł
Szwedów!
- Niechże cię kule biją! Gdzie u ciebie bojaźń mieszka?
Młody mniszek złożył ręce i poglądał z niemym uwielbieniem na Kmicica. Lecz widział jego
czyn i ksiądz Kordecki, który właśnie zbliżał się w tę stronę. Ten nadszedł, wziął pana
Andrzeja obu rękoma za głowę, następnie położył na niej znak krzyża.
- Tacy jak ty nie poddadzą Jasnej Góry! - rzekł - aleć zakazuję żywot potrzebny narażać.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional