lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 53

i ci, którzy już się byli pokładli w stajniach i oborach. Dom cały zajaśniał światłem,
zaroił się ludźmi, a wśród tego zamętu, nawoływań, pytań jedni tylko pobici leżeli pod
ścianą równo i cicho, obojętni na wszystko i - przeciw swej naturze - spokojni. Dusze z
nich wyszły, a ciał nie mogły rozbudzić ani surmy do bitwy, ani brzęk kielichów do uczty.
Tymczasem w gwarze żołnierskim coraz bardziej przemagały okrzyki groźby i wściekłości.
Kmicic, który dotąd był jakby nieprzytomny, zerwał się nagle i zakrzyknął:
- Na koń !...
Ruszyło się, co żyło, ku drzwiom. Nie upłynęło i półgodziny, już stu przeszło jeźdźców
leciało na złamanie karku po szerokiej, śnieżnej drodze, a na ich czele leciał pan
Andrzej, jakby go zły duch opętał, bez czapki, z gołą szablą w ręku. W ciszy nocnej
rozlegały się dzikie okrzyki:
- Bij! morduj!...
Księżyc dosięgnął właśnie najwyższej wysokości w swej drodze niebieskiej, gdy nagle blask
jego począł się mieszać i zlewać z różowym światłem wychodzącym jakby spod ziemi;
stopniowo niebo czerwieniało coraz bardziej, rzekłbyś, od zorzy wstającej, aż wreszcie
krwawa czerwona łuna oblała całą okolicę. Jedno morze ognia szalało nad olbrzymim
zaściankiem Butrymów, a dziki żołnierz Kmicicowy, wśród dymu, pożogi i skier buchających
słupami do góry, mordował w pień przerażoną i oślepłą z trwogi ludność...
Zerwali się ze snu mieszkańcy pobliskich zaścianków. Większe i mniejsze gromady
Gościewiczów Dymnych, Stakjanów, Gasztowtów i Domaszewiczów zbierały się na drogach,
przed domami, i poglądając w stronę pożaru podawały sobie z ust do ust trwożliwe wieści:
?Chyba nieprzyjaciel wtargnął i pali Butrymów... To niezwyczajny pożar!"
Huk rusznic dochodzący od czasu do czasu z oddali potwierdzał te przypuszczenia.
- Pójdźmy na pomoc! - wołali śmielsi - nie dajmy braciom ginąć...
A gdy tak mówili starsi, już młodsi, którzy dla omłotów zimowych nie poszli do Rosień,
siadali na koń. W Krakinowie i w Upicie poczęto bić w dzwony po kościołach.
W Wodoktach ciche pukanie do drzwi zbudziło pannę Aleksandrę.
- Oleńko! wstawaj! -wołała panna Franciszka Kulwiecówna.
- Niech ciotuchna wejdzie! - Co tam się dzieje?
- Wołmontowicze się palą!
- W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego!
- Strzały aż tu słychać, tam bitwa! Boże, zmiłuj się nad nami!
Oleńka krzyknęła strasznie, po czym wyskoczyła z łóżka i poczęła spiesznie szaty
narzucać. Ciało jej dygotało jak we febrze. Ona jedna domyśliła się od razu, co to za
nieprzyjaciel napadł nieszczęsnych Butrymów.
Po chwili wpadły rozbudzone niewiasty z całego domu z płaczem i szlochaniem. Oleńka
rzuciła się na kolana przed obrazem, one poszły za jej przykładem i wszystkie poczęły
odmawiać głośno litanię za konających.
Były zaledwie w połowie, gdy gwałtowne kołatanie wstrząsnęło drzwiami od sieni. Niewiasty
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional