lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 323

niedaleko. A tak, zacząwszy od pachołka, możesz towarzyszem umrzeć albo na jakim urzędzie
ziemskim, byleś się pracy nie lenił, bo kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje.
Kmicic wąsy gryzł, bo go pusty śmiech brał; więc twarz mu drgała, a zarazem i krzywił
się, bo od czasu do czasu od przyschniętej rany boleści go brały.
Nieznajomy mówił dalej:
- Przyjąć cię tam przyjmą, bo ludzi potrzebują, a zresztą udałeś mi się waćpan i biorę
cię pod opiekę, przy której i promocji możesz być pewien.
Tu młodzieńczyk podniósł z dumą pucołowatą twarz i począł ręką po wąsikach się gładzić;
wreszcie rzekł:
- Chceszli być moim rękodajnym? Szablę będziesz za mną nosił i nad czeladzią miał dozór.
Kmicic nie wytrzymał i parsknął szczerym, wesołym śmiechem, aż mu wszystkie zęby.
Zabłysły.
- Czego się wasze śmiejesz? - pytał nieznajomy marszcząc brwi.
- To z ochoty do tej służby.
Lecz młody personat obraził się na dobre i rzekł:
- Głupi, kto waćpana tych manier nauczył, i bacz, z kim mówisz, abyś w konfidencji miary
nie przebrał.
- Wasza mość wybaczy - rzekł wesoło Kmicic - bo właśnie nie wiem, przed kim stoję.
Młody pan wziął się w boki:
- Jestem pan Rzędzian z Wąsoszy - rzekł z dumą. Kmicic otwierał już usta, ażeby
powiedzieć swoje przybrane nazwisko, gdy wtem Biłous wszedł spiesznie do izby.
- Panie komen...
Tu urwał żołnierz, powstrzymany groźnym wzrokiem Kmicica, zmieszał się, zaciął i wreszcie
wykrztusił z wysileniem:
- Proszę waszmości, ludzie jacyś jadą.
- Skąd?
- Od Szczuczyna.
Teraz pan Kmicic stropił się nieco, ale pokrywając prędko pomieszanie, odparł:
- A mieć się na baczności. Duża kupa idzie?
- Będzie z dziesięć koni.
- Bandoleciki mieć gotowe. Ruszaj!
Po czym, gdy żołnierz wyszedł, zwrócił się do pana Rzędziana z Wąsoszy i rzekł:
- Czy aby nie Szwedzi?
- Przecie ku nim waćpan idziesz - odparł pan Rzędzian, który od niejakiego czasu poglądał
ze zdziwieniem na młodego szlachcica - więc prędzej, później musisz ich spotkać.
- Wolałbym też Szwedów aniżeli jakowych hultajów, których wszędy pełno... Kto jedzie z
końmi, musi zbrojno jechać i mieć się na baczeniu, bo okrutnie to łasa rzecz.
- Jeżeli prawda, że w Szczuczynie stoi pan Wołodyjowski - odparł Rzędzian - to pewnie
jego podjazd. Nim się zakwaterują, chcą się przekonać, czyli kraj bezpieczny, bo ze
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional