lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 400

- Nie wiem...
- Jakże to? Nie słyszałeś o tym, który braterską krew jak Kain rozlewał?... Nie
słyszałeś, będąc ze Źmudzi, o Kmicicu?
- Ojcowie wielebni! -zakrzyknął nagle pan Andrzej trzęsąc się jak w febrze.
- Niechże mnie duchowna osoba pyta, to wszystko zniosę... Ale, na Boga żywego, nie
pozwólcie temu szlachetce dręczyć mnie dłużej!...
- Daj waść spokój! - rzekł ksiądz Kordecki zwracajac się do pana Piotra.
- Nie o tego kawalera tu chodzi.
- Jedno tylko jeszcze pytanie - rzekł pan miecznik sieradzki.
I zwróciwszy się do Kmicica spytał:
- Waćpan nie spodziewałeś się, abyśmy nie uwierzyli jego wieściom?
- Jak Bóg na niebie! - odparł pan Andrzej.
- Jakiejżeś nagrody za nie wyglądał?
Pan Andrzej, zamiast odpowiedzieć, zanurzył gorączkowo obie ręce w mały sak skórzany,
który zwieszony miał na brzuchu przy pasie, i wydobywszy je, sypnął na stół dwie garście
pereł, szmaragdów, turkusów i innych drogich kamieni.
- Ot co!... - rzekł przerywanym głosem. - Nie po pieniądze ja tu przyszedł!... Nie po
wasze nagrody!... To perły i inne kamuszki... Wszystko zdobyczne... z bojarskich kołpaków
zerwane!... Macie mnie!... Zali nagrody potrzebuję?... Chciałem to Najświętszej Pannie
ofiarować... ale dopiero po spowiedzi... z czystym sercem!... Oto są... Tak nagrody
potrzebuję... Mam i więcej... Bodaj was!...
Umilkli wszyscy, zdziwieni, i widok klejnotów, tak łatwo jak kasza z worka wysypywanych,
niemałe uczynił wrażenie; każdy bowiem mimo woli pytał się siebie: co by za przyczynę
mógł mieć ten człowiek zmyślać, jeśli nie o nagrodę mu chodziło?
Pan Piotr Czarniecki stropił się, bo taka jest natura ludzka, że ją widok cudzej potęgi i
bogactw olśniewa. Wreszcie i podejrzenia jego upadły, bo jakże przypuścić, żeby ów wielki
pan, klejnotami sypiący, dla zysku chciał mnichów straszyć?
Spoglądali tedy po sobie obecni, a on stał nad klejnotami z podniesioną głową, podobną do
głowy rozdrażnionego orlika, z ogniem w źrenicach i rumieńcem na twarzy. Świeża rana,
idąca przez skroń i policzek, zsiniała, i straszny był pan Babinicz grożąc drapieżnym
wzrokiem Czarnieckiemu, ku któremu szczególnie zwrócił się gniew jego.
- Przez sam gniew waszmości prawda przebija - rzekł ksiądz Kordecki - ale te klejnoty
schowaj, bo nie może Najświętsza Panna przyjąć tego, co w gniewie, choćby i słusznym,
ofiarowane. Zresztą, jakom rzekł, nie o ciebie tu chodzi, ale o wiadomości, które
strachem i zgrozą nas przejęły. Bóg raczy wiedzieć, czy nie masz w tym jakowegoś
nieporozumienia albo pomyłki, bo jakeś sam waszmość widział, nie składa się to z prawdą,
co mówisz. Jakże to nam więc pobożnych wypędzać, czci Najświętszej Pannie ujmować i bramy
dzień i noc trzymać zamknięte?
- Bramy trzymajcie zamknięte! przez miłosierdzie boże! bramy trzymajcie zamknięte!... -
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional