lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 761

był w samej istocie. Była to twarz stara, blada, wyniszczona przez chorobę. Rysy miał
ostre, nad ustami nosił rzadki i mały wąs, zadarty w końcach ku górze. Zaciśnięte usta i
spiczasty, długi nos nadawały mu pozór starego i drapieżnego skąpca. Przybrany w czarny
aksamit i w czarny kapelusz na głowie, wyglądał raczej na uczonego astrologa Iub na
medyka, i tylko złoty łańcuch na szyi oraz brylantowa gwiazda na piersiach i buława
feldmarszałkowska w ręku zdradzały jego wysoką hetmańską szarżę.
Jadąc rzucał niespokojnie oczyma na króla, na sztab królewski, na stojące w szyku
chorągwie, po czym wzrok jego ogarniał niezmierzone tłumy pospolitego ruszenia i
ironiczny uśmiech ukazywał mu się na bladych wargach.
A w tych tłumach szmer rosnął coraz bardziej i słowo: ?Wittenberg!
Wittenberg!" było na wszystkich ustach.
Po chwili szmer zmienił się w pomruk głuchy, ale groźny, jak pomruk morza przed burzą. Od
chwili do chwili cichł; a wówczas hen! w dali, w ostatnich szeregach, słychać było jakiś
głos perorujący. Temu głosowi odpowiadały inne, odpowiadało ich coraz więcej, rozlegały
się coraz silniej, rozbiegały się coraz szerzej jakby jakieś echa złowrogie.
Przysiągłbyś, że burza idzie z oddali, że wybuchnie z całą siłą.
Dostojnicy stropili się i poczęli niespokojnie spoglądać na króla.
- Co to jest? co to znaczy? - pytał Jan Kazimierz.
Wtem pomruk przeszedł w huk tak straszny, jakby grzmoty poczęły w niebie walczyć ze sobą.
Niezmierne tłumy pospolitego ruszenia poruszyły się gwałtownie, zupełnie jak łan zboża,
gdy huragan zawadzi o niego swym olbrzymim skrzydłem. Nagle kilkadziesiąt tysięcy szabel
zabłysło w słońcu.
- Co to jest? co to znaczy? - spytał powtórnie król.
Nikt nie umiał mu odpowiedzieć.
Wtem Wołodyjowski stojący w pobliżu przy panu Sapieże zakrzyknął:
- To pan Zagłoba!
Wołodyjowski odgadł. Jak tylko bowiem warunki kapitulacji zostały ogłoszone i doszły do
uszu pana Zagłoby, stary szlachcic wpadł w gniew tak straszny, że mowa była mu przez
jakiś czas odjętą. Przyszedłszy do siebie, zaczął od tego, iż wskoczył między szeregi
pospolitego ruszenia i począł burzyć umysły. Słuchano go chętnie, bo wszystkim się zdało,
że za tyle męstwa, za tyle trudów, za tyle krwi wylanej pod murami Warszawy lepszą
powinni mieć nad nieprzyjacielem zemstę. Otaczały więc Zagłobę potężne koła niesfornej i
burzliwej szlachty, a on całymi garściami rzucał rozżarzone węgle na prochy i wymową
rozdmuchiwał coraz większy pożar, który tym łatwiej ogarniał głowy, że już i tak dymiły
od zwykłych po zwycięstwie
libacji.
- Mości panowie! - mówił Zagłoba. - Oto te stare ręce pięćdziesiąt lat już pracują dla
ojczyzny, pięćdziesiąt lat przelewały krew nieprzyjacielską przy wszystkich ścianach
Rzeczypospolitej, teraz zasię - mam świadków! - one to pałac Kazanowskich i kościół
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional