lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 99

- Tak to, tak! Wszyscy gotowiśmy polec, bo zresztą to najłatwiejsza rzecz. Wszelako
obowiązek każe nam, których Opatrzność naczelnikami uczyniła, nie samej tylko chwały
szukać, ale i za pożytkiem się oglądać. Wojna już tak jak zaczęta, to prawda, ale przecie
Carolus Gustavus pana naszego krewny i musi mieć na to wzgląd. Dlatego należy i
paktowania popróbować, bo czasem więcej słowem można wskórać niźli orężem.
- To do mnie nie należy! - odrzekł sucho pan Stanisław.
Wojewodzie w tejże chwili widocznie toż samo na myśl przyszło, bo skinął.głową i pożegnał
rotmistrza.
Skrzetuski jednakże do połowy tylko miał słuszność w tym, co mówił o opieszałości
szlachty na pospolite ruszenie powołanej. Prawdą istotnie bowiem było, że do ukończenia
strzyży owiec mało kto ściągnął do obozu między Piłą a Ujściem, ale pod 27 czerwca, to
jest na termin w ponownym wezwaniu oznaczony, zaczęto zjeżdżać się dość licznie.
Codziennie tumany kurzu, podnoszące się z powodu suchej i stałej pogody, zwiastowały
zbliżanie się coraz nowych zastępów. I jechała szlachta szumnie, konno i koleśno, z
pocztami sług, z kredensami, z wozami i obfitością na nich wygód wszelkich, a obciążona
tak bronią, iż niejeden za trzech wszelakiego dźwigał oręża, począwszy od kopij, rusznic,
bandoletów, szabel, koncerzy i zarzuconych już w owym czasie młotków husarskich do
rozbijania zbroi służących. Starzy praktycy zaraz po tym uzbrojeniu poznawali ludzi
nieobytych z wojną i niedoświadczonych.
Ze wszystkiej bowiem szlachty zamieszkującej obszary Rzeczypospolitej wielkopolska
właśnie najmniej była wojownicza. Tatarzy, Turcy i Kozacy nie deptali nigdy tych okolic,
które od czasów krzyżackich zapomniały niemal, jak wygląda wojna w kraju. Kto ze szlachty
wielkopolskiej czuł w sobie bojową ochotę, ten się zaciągał do komputu wojsk koronnych i
tam stawał tak dobrze jak każdy inny; ale ci natomiast, którzy w domach woleli siedzieć,
na prawdziwych się też domatorów zmienili, kochających się w dostatkach, we wczasach, na
zawołanych gospodarzy zasypujących swą wełną i zwłaszcza swoim zbożem rynki miast
pruskich.
Teraz więc, gdy burza szwedzka oderwała ich od spokojnych zajęć, zdawało im się, że na
wojnę nie można się zanadto bronią najeżyć ani zapasami zaopatrzyć, ani za wielu wziąść
pachołków, którzy by ciała i sprzętów pana strzegli.
Dziwni to byli żołnierze, z którymi rotmistrzowie niełatwo do sprawy przyjść mogli.
Stawał na przykład towarzysz z kopią na dziewiętnaście stóp długą i w pancerzu na
piersiach, ale w słomianym kapeluszu ?dla chłodu" na głowie; inny w czasie musztry na
gorąco narzekał, inny ziewał, jadł lub pił, inny pachołka wołał, a wszyscy w szeregu nie
poczytywali za rzecz drożną gawędzić tak głośno, że rozkazów oficerów nikt dosłyszeć nie
mógł I trudno było dyscyplinę wprowadzać, bo się o nią bracia urażała mocno, jako
godności obywatelskiej przeciwną. Ogłaszano wprawdzie ?artykuły", ale ich słuchać nie
chciano.
Kulą żelazną u nóg tego wojska był nieprzeliczony zastęp wozów, koni zapaśnych i
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional