lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 26

i ten niepokój był jakiś luby. Potem zaczęła się rozbierać, gdy drzwi skrzypnęły i weszła
ciotka Kulwiecówna ze świecą w ręku.
- Strasznieście długo siedzieli! - rzekła. - Nie chciałam młodym przeszkadzać, żebyście
się sami pierwszym razem nagadali. Grzeczny wydaje się kawaler. A tobie jak się udał?
Panna Aleksandra zrazu nic nie odpowiedziała, jeno bosymi już nóżkami przybiegła do
ciotki, zarzuciła jej ręce na szyję, a złożywszy swą jasną głowę na jej piersiach rzekła
pieszczotliwym głosem:
- Ciotuchna, aj, ciotuchna!
- Oho! - mruknęła stara panna podnosząc w górę oczy i świecę.
Rozdział III
Przez następne dni kilka codziennie bywał pan Andrzej w Wodoktach i co dzień wracał
więcej rozkochany, i coraz bardziej podziwiał swoją Oleńkę. Przed kompanionami też ją pod
niebiosa wychwalał, aż pewnego dnia rzekł im:
- Moi mili barankowie, pojedziecie dziś czołem bić, potem zaś umówiliśmy się z
dziewczyną, że do Mitrunów wszyscy wyruszymy, aby sanny w lasach zażyć i tę trzecią
majętność obaczyć. Ona też nas tam podejmować będzie gościnnie, a wy się przystojnie
zachowajcie, bo na bigos posiekam, któren by jej w czymkolwiek uchybił...
Kawalerowie chętnie skoczyli się ubierać i wkrótce cztery pary sani wiozło ochoczą
młodzież do Wodoktów. Pan Kmicic siedział w pierwszych, bardzo ozdobnych, kształt
niedźwiedzia srebrzystego mających. Ciągnęło je trzy kałmuki zdobyczne w pstrą uprzęż
przybrane, we wstążki i pióra pawie, wedle mody w Smoleńskiem, którą od dalszych sąsiadów
Smoleńszczanie przejęli. Powoził pachołek siedzący w szyi niedźwiedziej. Pan Andrzej,
przybrany w zieloną aksamitną bekieszę spinaną na złote pętlice a podbitą sobolami i w
soboli kołpaczek z czaplim wichrem, wesół był, ochoczy i tak mówił do siedzącego obok
pana Kokosińskiego:
- Słuchaj, Kokoszko! Podswawoliliśmy pono przez te wieczory nad miarę, a zwłaszcza
pierwszego, gdy się to czaszkom i portretom dostało. Ba, dziewczęta były jeszcze gorsze.
Zawsze diabeł Zenda podnieci, a potem na kim się skrupi? - na mnie! Boję się, żeby ludzie
nie rozgadali, bo tu chodzi o moją reputację.
- Powieśże się na twojej reputacji, bo na nic innego niezdatna, tak jak i nasze.
- A kto temu winien, jeśli nie wy? Pamiętaj, Kokoszko, że to i w Orszańskiem mieli mnie
przez was za niespokojnego ducha, i języki na mnie ostrzyli jako noże na osełce.
- A kto pana Tumgrata na mrozie przy koniu prowadził? Kto owego koroniarza usiekł, któren
się pytał, czy w Orszańskiem już na dwóch nogach chodzą, czyli jeszcze na czterech? Kto
panów Wyzińskich, ojca i syna, poszczerbił? Kto sejmik ostatni rozpędził?
- Sejmik rozpędziłem w Orszańskiem, nie gdzie indziej, to domowa rzecz.
Pan Tumgrat odpuścił mi umierając, a co do reszty, to nie wymawiaj, gdyż pojedynek
najniewinniejszemu się zdarzy.
- Jam ci też wszystkich nie wymienił, o inkwizycjach wojskowych także nie wspomniałem,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional