lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 45

niektórzy w wypłowiałych ferezjach, inni w kożuchach, z rusznicami, spisami, łukami i
berdyszami, na chudych, poszerszeniałych koniach ubranych w rzędziki polskie,
moskiewskie, tureckie. Uspokoiła się dopiero Oleńka, gdy pan Andrzej, hoży i wesoły jak
zawsze, wpadł do izby i zaraz z niezmierną żywością do rąk jej przypadł. Ona zaś, choć
poprzednio postanowiła przyjąć go z powagą i zimno, jednak nie mogła zapanować nad
radością, którą jej sprawiło jego przybycie. Przy tym może i chytrość niewieścia grała w
tym pewną rolę, bo trzeba było powiedzieć panu Andrzejowi o wypędzeniu za drzwi kompanii,
więc chciała go sobie przebiegła dziewczyna naprzód zjednać. A zresztą, tak ją witał
szczerze, z taką miłością, że resztki urazy stopniały jak śnieg przy płomieniu.
?Miłuje mnie! nie masz wątpliwości!" - pomyślała.
A on mówił:
- Jużem się tak stęsknił, żem całą Upitę chciał spalić, byle do cię jak najprędzej
lecieć. Niechże ich tam mróz ściśnie tych łyków!
- Jam też była niespokojna, żeby tam do bitwy nie przyszło. Chwała Bogu, żeś waćpan
przyjechał.
- I! co za bitwa! Źołnierze poczęli trochę łyczków tarmosić...
- Aleś to waćpan uspokoił?
- Zaraz ci powiem wszystko, jak się zdarzyło, mój klejnocie, jeno sobie usiędę trochę,
bom się strudził. Ej! ciepłoż tu, ej! miło w tych Wodoktach, jako właśnie w raju. Rad by
tu człowiek po wiek siedział i w one śliczne oczy patrzył, i nigdy nie wyjeżdżał... Ale
napić się czego ciepłego także by nie zawadziło, bo na dworze mróz okrutny.
- Zaraz każę waćpanu wina z jajami zgrzać i sama przyniosę.
- A dajże i moim wisielcom jaką baryłczynę gorzałki i każ ich do obory puścić, żeby się
jeno od paru bydlęcego nieco rozgrzeli. Tołuby mają wiatrem podszyte i srodze pokostnieli.
- Niczego im nie pożałuję, bo to waćpańscy żołnierze.
To rzekłszy uśmiechnęła się tak, aż Kmicicowi w oczach pojaśniało, i wysunęła się jak
kotka cicho, by w czeladnej wszystko zarządzić.
Kmicic chodził po izbie i po czuprynie się głaskał, to wąsa młodego pokręcał namyślając
się: jak jej opowiedzieć, co się w Upicie zdarzyło.
- Trzeba szczerą prawdę wyznać - mruczał pod nosem - nie ma rady, choćby kompania mieli
się śmiać, że mnie tu już na pasku wodzą...
I znów chodził, i znów czuprynę na czoło nagarniał, wreszcie zniecierpliwił się, że
dziewczyna długo nie wraca.
Tymczasem pacholik wniósł światło, pokłonił się w pas i wyszedł, a potem zaraz weszła
wdzięczna gosposia niosąc sama w obu rękach błyszczącą cynową tacę, na niej garnuszek, z
którego wychodziła wonna para zagrzanego węgrzyna, i pucharek rżnięty ze szkła, z herbem
Kmiciców. Stary Billewicz dostał go w swoim czasie od ojca pana Andrzeja, gdy u niego w
gościnie bawił.
Pan Andrzej, ujrzawszy gosposię, poskoczył ku niej.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional