lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 62

Gdy tamten zdrajca bezecnymi uczynkami tak się splamił, iż jeśli jest żyw, katu oddany
być powinien, tedy i panna musiała go już z serca wyrzucić, bo tak było i w testamencie,
w osobnej klauzuli przewidziane. Niechże pan Wołodyjowski się z nią żeni. Jako
opiekunowie, możem na to pozwolić, a tak i ona zacnego kawalera, i my sąsiada i wodza
dostaniem."
Gdy zdanie to jednogłośnie zawotowane zostało, pojechali starsi naprzód do pana
Wołodyjowskiego, któren niewiele myśląc na wszystko się zgodził, a potem do ?panienki",
która jeszcze mniej myśląc, stanowczo się sprzeciwiła. ?Lubiczem - rzekła - jeden tylko
nieboszczyk miał prawo rozrządzać i majętność nie prędzej może być panu Kmicicowi odjęta,
aż sądy na utratę gardła go skażą, a co się tyczy mego zamążpójścia, nawet o tym nie
wspominajcie. Za dużo mam w sobie boleści, żebym o czymś podobnym myśleć mogła... Tamtego
z serca wyrzuciłam, a tego, choćby był najgodniejszy, nie przywoźcie, bo wcale do niego
nie wyjdę."
Nie było co rzec na tak stanowczą odmowę i szlachta wróciła do domów wielce zmartwiona:
mniej zmartwił się pan Wołodyjowski, a najmniej młode Gasztowtówny: Terka, Maryśka i
Zonia. Rosłe to były dziewczęta i rumiane, miały włosy jak len, oczy jak niezabudki, a
plecy szerokie. Pacunelki w ogóle słynęły z piękności; gdy szły kupą do kościoła,
rzekłbyś: kwiaty na łące! A te trzy były między pacunelkami najpiękniejsze; do tego stary
Gasztowt i na edukację nie żałował. Organista z Mitrunów nauczył je sztuki czytania,
pieśni kościelnych, a najstarszą, Terkę, i gry na lutni. Mając dobre serca, tkliwie
opiekowały się panem Wołodyjowskim, jedna starając się ubiec drugą w czujności i
staraniach. O Maryśce mówiono, że zakochana w młodym rycerzu; wszelako nie było w tej
gadaninie całej prawdy, gdyż wszystkie trzy, nie or,a jedna, były na zabój zakochane. On
też lubił je bez miary, szczególniej Maryśkę i Zonię, bo Terka na zdradliwość męską
zbytnio miała zwyczaj narzekać.
Nieraz, bywało, długimi wieczorami zimowymi stary Gasztowt podpiwszy krupniczkiem spać
idzie, a one z panem Wołodyjowskim siędą wedle komina; nieufna Terka kądziel przędzie,
słodka Marysia darciem kwapiu się zabawia, a Zonia nici z wrzecion na motki nawija. Lecz
gdy pan Wołodyjowski zacznie opowiadać o wojnach, które przebył, albo o dziwach, które
widzał w różnych magnackich dworach, to robota ustanie, dziewczęta w niego jak w tęczę
patrzą i coraz to któraś wykrzyknie z podziwu : ?Ach ! ja nie żyję na świecie!
Kochanieńcyż wy moi!" -a druga odpowie: ?Całą noc oka nie zmrużę!"
Pan Wołodyjowski zaś, w miarę jak do zdrowia przychodził i szablą już chwilami zupełnie
swobodnie zaczął władać, coraz był weselszy i coraz chętniej opowiadał. Pewnego tedy
wieczora zasiedli, jako zwykle po wieczerzy, przed okapem, spod którego raźne światło
padało na całą ciemną izbę, ale zrazu zaczęli się przekomarzać. Chciały dziewczęta
opowiadania, a pan Wołodyjowski prosił Terkę, żeby mu też coś zaśpiewała przy lutni.
- Sam waszmość zaśpiewaj! - odpowiedziała odpychając instrument, który jej pan
Wołodyjowski podawał-ja mam robota. Bywając po świecie musiałeś się różnych pieśni
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional