lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 859

- Vivat Babinicz! -krzyknęło kilkadziesiąt głosów - vivat! vivat!
- Gdzieś ty się, żołnierzu, wojny uczył - spytał z uniesieniem hetman-żeś tak od razu
zrozumiał, co czynić należy?
Kmicic nie odpowiadał, bo nadto był utrudzon, tylko się kłaniał na wszystkie strony i
ręką po zabrukanej od potu i prochowego dymu twarzy wodził. Oczy świeciły mu blaskiem
nadzwyczajnym, a tymczasem wiwaty brzmiały ciągle. Oddział za oddziałem nadciągał z pola
na spienionych koniach i co który nadciągnął, łączył się z całej piersi z głosami na
cześć Babinicza. Czapki wylatywały w górę, kto bandolety miał nie wystrzelone, ten ognia
dawał.
Nagle pan Andrzej stanął w kulbace i podniósłszy obie ręce do góry, huknął jak grzmot:
- Vivat Jan Kazimierz! pan nasz i ojciec miłościwy!
Tu powstał taki krzyk, jakby nowa bitwa się zaczęła. Zapał niewypowiedziany ogarnął
wszystkich.
Książę Michał odpasał szablę z pochwą diamentami sadzoną i oddał ją Kmicicowi, hetman
delię własną kosztowną zarzucił mu na ramiona, a on znów wzniósł ręce do góry.
- Vivat nasz hetman, wódz zwycięski !
- Crescat! floreat!-odpowiedziano chórem.
Za czym poczęto chorągwie zdobyte zwozić i zatykać w wale pod nogami wodzów. Ani jednej
nie uniósł nieprzyjaciel: były pruskie komputowe, pruskie pospolitego ruszenia,
szlacheckie, były szwedzkie, Bogusławowe, cała ich tęcza powiała u wału.
- Jedna to z największych wiktorii w tej wojnie! - zawołał hetman.- Izrael i Waldek w
niewoli, pułkownicy polegli lub w niewoli, wojsko w pień wycięte...
Tu zwrócił się do Kmicica:
- Panie Babinicz, waść w tamtej stronie z Bogusławem musiałeś się spotkać... Co się z nim
dzieje?
Tu i pan Wołodyjowski począł pilnie patrzeć w oczy Kmicica, ów zaś odrzekł spiesznie:
- Księcia Bogusława Bóg pokarał tą oto ręką!
To rzekłszy wyciągnął prawicę, lecz w tej chwili mały rycerz rzucił mu się w objęcia.
- Jędrek! -krzyknął- nie zajrzę ci! Niech cię Bóg błogosławi!
- Tyś to mi rękę formował! - odrzekł z wylaniem pan Andrzej.
Lecz dalszy wylew braterskich uczuć powstrzymał książę krajczy.
- Zali brat mój zabit? - spytał żywo.
- Nie zabit -odparł Kmicic- bom mu życie darował, ale ranny i pojman. A owo, tam ot,
prowadzą go moi nohajcy!
Na te słowa zdumienie odmalowało się w twarzy pana Wołodyjowskiego, a oczy rycerstwa
zwróciły się ku równinie, na której ukazał się oddział kilkudziesięciu Tatarów i zbliżał
się wolno; na koniec minąwszy kupy połamanych wozów przysunął się o kilkadziesiąt kroków
do okopu.
Wówczas ujrzano, że jadący w przodzie Tatar prowadzi jeńca; poznali wszyscy Bogusława,
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional