lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 745

- Pan Babinicz! -odpowiedziało kilka głosów.
Król w ręce klasnął.
- Ten wszędy musi być pierwszy! Mości jenerale, znam ja go! Okrutnie to zacięty kawaler,
i nie da się wykurzyć! - Wina by to była nie do odpuszczenia, miłościwy panie - odrzekł
Grodzicki -gdybyśmy na to pozwolili. Jużem mu tam piechoty posłał i działek, bo że go
będą wykurzać, to będą! 0 Warszawę chodzi! Tyle ten kawaler złota wart, ile sam waży!
- Więcej wart! bo to nie pierwszy i nie dziesiąty jego postępek! - odrzekł król.
Po czym kazał sobie podać co duchu konia, lunetę i pojechał patrzeć na szaniec. Lecz zza
dymów wcale nie było go widać, bo kilkanaście kartaunów ziało nań ogniem nieustannym,
rzucano weń faskule, granaty, blachy napełnione kartaczami. A przecie szaniec ów leżał
tak niedaleko Bramy, że nieledwie i strzały muszkietowe donosiły; toteż granaty widać
było doskonale, jak wylatywały na kształt obłoczków w górę i opisując łuk bardzo zgięty
wpadały w ową chmurę dymu, roztrzaskując się w niej z hukiem okropnym.
Wiele padało aż za szaniec i te tamowały przystęp posiłkom.
- W imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego! - rzekł król. -Tyzenhauz! patrz! - Nic nie widać,
miłościwy królu!
- Kupa ziemi porytej jeno zostanie! Nie może inaczej być! Tyzenhauz, wiesz kto tam siedzi?
- Wiem, miłościwy królu, Babinicz! Jeśli żyw wyjdzie, będzie mógł powiedzieć, że za życia
był w piekle.
- Trzeba mu tam jeszcze świeżych ludzi podesłać! Mości jenerale!...
- Już rozkazy wydane, ale trudno im dojść, bo granaty przenoszą i okrutnie gęsto z tej
strony fortu padają.
- Ze wszystkich dział do murów mi bić, żeby dywersję uczynić!
Grodzicki ścisnął konia ostrogami i skoczył ku szańcom. Po chwili ozwały się działa na
całej linii, a nieco później widać było, jak świeży oddział piechoty mazurskiej wyszedł z
przykopów i kopnął się biegiem ku kretowisku.
Król wciąż stał i patrzył. Na koniec zakrzyknął:
- Godzi się Babinicza zluzować w komendzie. A kto, mości panowie, zechce go na ochotnika
zastąpić?
Skrzetuskich ni Wołodyjowskiego nie było w tej chwili przy osobie pana, więc nastała
chwila milczenia.
- Ja! - ozwał się nagle pan Topór Grylewski, towarzysz lekkiego znaku imienia prymasa.
- Ja ! - powtórzył Tyzenhauz.
- Ja! ja! ja! -ozwało się zaraz kilkanaście głosów.
- Kto pierwszy się ofiarował, niech ten idzie! - rzekł król.
Pan Topór Grylewski przeżegnał się, następnie przechylił do ust manierkę i skoczył.
Król stał i patrzył ciągle w chmurę dymów, którymi przykryte było kretowisko, a które
ciągnęły się wyżej nad nim, na kształt mostu, aż do samych murów. Ponieważ fort leżał
bliżej Wisły, więc mury miejskie górowały nad nim, i dlatego ogień był tak straszliwy.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional