lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 2

wodzą Janusza Radziwiłła okryła.
Służyli zaś wszyscy laudańscy w chorągwi starego Herakliusza Billewicza; więc bogatsi
jako towarzysze na dwa konie, ubożsi na jednego, najubożsi w pocztowych. W ogóle szlachta
to była wojenna i w zawodzie rycerskim szczególnie rozmiłowana. Natomiast na tych
sprawach, które zwykłą materię sejmików stanowiły, mniej się znali. Wiedzieli, że król
jest w Warszawie,
Radziwiłł i pan Hlebowicz, starosta, na Źmudzi, a pan Billewicz w Wodoktach na Laudzie.
To im wystarczało, i głosowali tak, jak ich pan Billewicz nauczył, w przekonaniu, że on
tego chce, czego i pan Hlebowicz, ten znów z Radziwiłłem idzie w ordynku, Radziwiłł jest
ręką królewską na Litwie i Źmudzi, król zaś małżonkiem Rzeczypospolitej i ojcem rzeszy
szlacheckiej. Pan Billewicz był zresztą więcej przyjacielem niż klientem potężnych
oligarchów na Birżach - i to wielce cenionym, bo na każde zawołanie miał tysiąc głosów i
tysiąc szabel laudańskich, a szabel w rękach Stakjanów, Butrymów, Domaszewiczów lub
Gasztowtów nie lekceważył jeszcze wtym czasie nikt w świecie. Później dopiero zmieniło
się wszystko, właśnie wówczas, gdy pana Herakliusza Billewicza nie stało.
Nie stało zaś tego ojca i dobrodzieja szlachty laudańskiej w roku 1654. Rozpaliła się
wówczas wzdłuż całej wschodniej ściany Rzeczypospolitej straszna wojna. Pan Billewicz już
na nią nie poszedł, bo nie pozwolił mu na to wiek i głuchota, ale laudańscy poszli. Owóż,
gdy przyszła wieść, że Radziwiłł pobity został pod Szkłowem, a laudańska chorągiew w
ataku na najemną piechotę francuską prawie w pień wycięta - stary pułkownik, rażony
apopleksją, duszę oddał.
Wieść tę przywiózł niejaki pan Michał Wołodyjowski, młody, ale bardzo wsławiony żołnierz,
któren w zastępstwie pana Herakliusza laudańskim z ramienia Radziwiłła przewodził.
Resztki ich przybyły także do zagród ojczystych, znękane, pognębione, zgłodzone i śladem
całego wojska na hetmana wielkiego narzekające, że ufny w grozę swego imienia, w urok
zwycięzcy, z małą siłą na dziesięćkroć liczniejszą potęgę się rzucił, a przez to pogrążył
wojsko, kraj cały.
Lecz wśród ogólnych narzekań ani jeden głos nie podniósł się przeciw młodemu
pułkownikowi, panu Jerzemu Michałowi Wołodyjowskiemu. Owszem, ci, co uszli z pogromu,
wysławiali go pod niebiosa, cuda opowiadając o jego doświadczeniu wojskowym i czynach. I
jedyną to było pociechą dla laudańskich niedobitków wspominać o przewagach, których pod
przewodem pana Wołodyjowskiego dokonali: jako w ataku przebili się, niby przez dym, przez
pierwsze kupy pośledniejszego żołnierza; jak potem na francuskich najemników wpadłszy
cały regiment najprzedniejszy w puch na szablach roznieśli, przy czym pan Wołodyjowski
własną ręką ściął tegoż regimentu oberszta; jako na koniec, otoczeni i w cztery ognie
wzięci, salwowali się po desperacku z zamętu, gęstym trupem padając i nieprzyjaciela
łamiąc.
Słuchali z żalem, ale i dumą owych opowiadań ci z laudańskich, którzy wojskowo w kompucie
litewskim nie służąc, obowiązani byli tylko w pospolitym ruszeniu stawać. Spodziewano się
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional