lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 654

odpowiedzialność.
- Całkiem inaczej by ta bitwa poszła - mówił - żeby nie to, żem właśnie poprzedzającego
dnia do Baranowa, do tamtejszego kanonika, odjechał i Czarniecki nie wiedząc, gdzie
jestem, poradzić się mnie nie mógł. Może też i Szwedzi o owym kanoniku zasłyszeli, bo u
niego miody przednie, i niebawem pod Gołąb podeszli. Gdym wrócił, było już za późno, król
nastąpił i zaraz trzeba było uderzać. Poszliśmy jako w dym, ale cóż, kiedy pospolitacy
wolą w ten sposób kontempt nieprzyjacielowi okazywać, że się tyłem do niego odwracają.
Nie wiem, jako sobie teraz Czarniecki da rady beze mnie!
- Da sobie rady! nie obawiaj się waćpan! - rzekł pan Wołodyjowski.
I wiem dlaczego. Bo król szwedzki woli za mną pod Zamość walić niż jego po po Powiślu
szukać. Nie neguję ja Czarnieckiemu, że dobry żołnierz, ale kiedy pocznie brodę kręcić, a
swym żbiczym wzrokiem patrzyć, tedy towarzyszowi spod najgórniejszej chorągwi wydaje się,
że jest dragonem...Nic on na godność nie uważa, czego i samiście byli świadkami, gdy pana
Źyrskiego, człeka znacznego, kazał po majdanie końmi włóczyć za to tylko, że z podjazdem
nie dotarł tam, gdzie miał rozkaz. Ze szlachtą, mości panowie, trzeba po ojcowsku, nie po
dragońsku... Powiesz mu: ?Panie bracie, a bądź łaskaw, a idź", rozczulisz go, na ojczyznę
i sławę wspomniawszy, to ci dalej pójdzie niż dragon, który dla lafy służy.
- Szlachcic szlachcicem, a wojna wojną - ozwał się starosta.
- Bardzo to misternie wasza dostojność wywiodła - odparł Zagłoba.
- A taki pan Czarniecki koncept Carolusowi w końcu powariuje! - zauważył Wołodyjowski. -
Byłem też na niejednej wojnie i mówić o tym mogę.
- Pierwej my mu powariujemy pod Zamościem - odparł pan starosta kałuski wydymając usta,
sapiąc z okrutną fantazją, wytrzeszczając oczy i biorąc się w boki. - Ba ! fiu ! Co mnie
tam ! Hę? Kogo w gości proszę, temu drzwi otwieram! Co? ha!
Tu pan starosta zaczął jeszcze mocniej sapać, kolanami o stół uderzać, przechylać się,
kręcić głową, a srożyć się, a oczami błyskać i mówić, jako miał zwyczaj, z pewną rubaszną
niedbałośćią:
- Co mi tam! On pan w Szwecji, a Zamoyski Sobiepan w Zamościu. Eques polonus sum, nic
więcej, co? Alem u siebie. Ja Zamoyski, a on król szwedzki... a Maksymilian był
austriacki, co? Idzie, a niech idzie... Obaczym ! Jemu Szwecji mało, mnie Zamościa dość,
ale go nie dam, co?
- Miło, mości panowie, słuchać nie tylko takiej elokwencji, ale tak zacnych sentymentów!
- zakrzyknął pan Zagłoba.
- Zamoyski Zamoyskim! - odparł uradowany z pochwały starosta kałuski. - Nie kłanialiśmy
się i nie będziem... ma foi! Zamościa nie dam, i basta.
- Zdrowie gospodarskie! - huknęli oficerowie.
- Vivat! vivat!
- Panie Zagłoba ! -zawołał starosta - króla szwedzkiego nie puszczę do Zamościa, a
waszmości z Zamościa !
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional