lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 223

swoją w tej chwili się znajduje i gdzie się będzie za pół miesiąca lub za miesiąc
znajdował? Trzeba po całym kraju jeździć... Przy tym... nie może być!... waść nie
pojedziesz, bo tam wypada swojego posłać i familianta, aby się król jegomość przekonał,
że nie wszystka szlachta mnie opuściła.
- Człowiek niedoświadczony siła może zaszkodzić - rzekł nieśmiało Ganchof.
- Tam poseł nie będzie miał innej roboty, jeno listy moje oddać i respons mi przywieźć, a
to wytłumaczyć, że nie ja kazałem bić Szwedów pod Klewanami, każdy potrafi.
Ganchof milczał.
Książę znów począł chodzić niespokojnymi krokami po komnacie i na czole jego znać było
ciągłą walkę myśli. Jakoż od chwili układu ze Szwedami nie zaznał chwili spokoju. Źarła
go pycha, gryzło sumienie, gryzł opór niespodziany kraju i wojska; przerażała go
niepewność przyszłości, groźba ruiny. Targał się, szarpał, noce spędzał bezsennie,
zapadał na zdrowiu. Oczy mu wpadły, wychudł; twarz dawniej czerwona, stała się sinawa, a
z każdą niemal godziną przybywało mu srebrnych nici w wąsach i czuprynie.
Słowem, żył w męce i giął się pod brzemieniem.
Ganchof śledził go oczyma, chodzącego wciąż po komnacie; miał jeszcze trochę nadziei, że
książę namyśli się i jego wyśle.
Ale książę zatrzymał się nagle i uderzył dłonią w czoło.
- Dwie chorągwie jazdy na koń natychmiast! Ja sam poprowadzę.
Ganchof spojrzał nań ze zdziwieniem.
- Ekspedycja? -pytał mimo woli.
- Ruszaj! - rzekł książę. - Daj Bóg, by nie było za późno.
Rozdział XX
Kmicic ukończywszy szańczyki i ubezpieczywszy od niespodziewanego napadu Kiejdany nie
mógł już dłużej odkładać wyprawy do Billewicz po pana miecznika rosieńskiego i Oleńkę,
zwłaszcza że i rozkaz książęcy brzmiał wyraźnie, aby ich do Kiejdan sprowadzić. Ale
niesporo jednak było panu Andrzejowi, i gdy wreszcie wyruszył na czele pięćdziesięciu
dragonów, ogarnął go taki niepokój, jakby na straconą strażę jechał. Czuł, że tam nie
będzie wdzięcznie przyjęty, a drżał przed myślą, że szlachcic może się zechce opierać
nawet i zbrojną ręką i że w takim razie trzeba będzie użyć siły. Postanowił jednak
pierwej namawiać i prosić. W tym celu, aby przybyciu swemu odjąć wszelkie pozory
zbrojnego napadu, pozostawił dragonów w karczmie odległej z pół stai od wsi, a dwie od
dworu; sam zaś z wachmistrzem tylko i jednym pachołkiem ruszył naprzód; przykazawszy
umyślnie przygotowanej kolasce nadjechać wkrótce za sobą.
Godzina była popołudniowa i słońce chyliło się już dobrze ku zachodowi, ale po nocy
dżdżystej i burzliwej dzień był piękny i niebo czyste, gdzieniegdzie tylko upstrzone na
zachodniej stronie małymi różowymi obłokami, które zasuwały się z wolna za widnokrąg,
podobne do stada owiec schodzącego z pola. Kmicic jechał przez wieś z bijącym sercem i
tak niespokojnie jak Tatar, który wjeżdżając pierwszy przed czambułem do wsi, rozgląda
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional