lektory on-line

Potop - Henryk Sienkiewicz - Strona 61

drodze.
Wreszcie Radziwiłł stanął na Źmudzi. Wraz z nim powrócił chwilowy spokój w stronie
laudańskiej. Jeno kalwini, ośmieleni bliskością swego naczelnika, podnosili po miastach
głowy, krzywdy czyniąc i na kościoły napadając, ale za to przywódcy rozmaitych watah
wolentarskich i partyj nie wiadomo czyich, którzy pod barwą Radziwiłła, Gosiewskiego lub
Sapiechów kraj niszczyli, pokryli się w lasy, rozpuścili swych łotrzyków - i ludzie
spokojni lżej odetchnęli.
A ponieważ od zwątpienia łatwe jest przejście do nadziei, więc z nagła lepszy duch
zapanował na Laudzie. Panna Aleksandra siedziała spokojnie w Wodoktach. Pan Wołodyjowski,
który wciąż mieszkał w Pacunelach, a teraz właśnie z wolna do zdrowia powracać począł,
rozpuszczał wieści, że król na wiosnę przyjdzie z zaciężnymi chorągwiami, po czym wnet
cała wojna inny obrót weźmie. Pokrzepiona szlachta poczęła wychodzić z pługami w pola.
Śniegi też potajały i na brzezinie ukazały się pierwsze pędy.
Lauda rozlała szeroko. Pogodniejsze niebo jaśniało nad okolicą. Lepszy duch wstępował w
ludzi.
Wtem zaszedł wypadek, który znów zamącił laudańską ciszę, ręce oderwał od lemieszów i nie
pozwolił szablom pokryć się rdzą czerwoną.
Rozdział VII
Pan Wołodyjowski, sławny i stary żołnierz, choć człowiek młody, siedział, jako się
rzekło, w Pacunelach u Pakosza Gasztowta, patriarchy pacunelskiego, któren miał reputację
najbogatszego szlachcica między wszystką drobną bracią laudańską. Jakoż trzy córki, które
były za Butrymami, wyposażył hojnie dobrym srebrem, dawszy każdej po talarów sto prócz
inwentarzy i wyprawy tak pięknej, że i niejedna szlachcianka familiantka lepszej nie
miała. Inne trzy córki były w domu pannami i te pilnowały pana Wołodyjowskiego, któremu
ręka to przychodziła do zdrowia, to martwiała znowu, gdy zdarzyły się słoty na świecie.
Wszyscy laudańscy zajmowali się wielce tą ręką, bo ją widzieli przy robocie pod Szkłowem
i Sepielowem, i ogólne było mniemanie, że lepszej trudno było znaleźć na całej Litwie.
Otaczano też młodego pułkownika we wszystkich okoliach czcią nadzwyczajną. Gasztowtowie,
Domaszewicze, Gościewicze i Stakjanowie, a za nimi inni dosyłali wiernie do Pacunelów
ryby, grzyby i zwierzynę, i siano dla koni, i smołę do kałamaszek, aby rycerzowi i jego
czeladzi na niczym nie zbywało. Ilekroć czuł się słabszym, jeździli na wyścigi po
cyrulika do Poniewieża -słowem, wszyscy przesadzali się w usługach.
Panu Wołodyjowskiemu tak też było dobrze, że choć w Kiejdanach mógł mieć i wygody lepsze,
i medyka sławnego na zawołanie, przecie w Pacunelach siedział, a stary Gasztowt rad go
podejmował i prawie prochy przed nim zdmuchiwał, bo podnosiło to nadzwyczajnie jego
znaczenie w całej Laudzie, iż tak znamienitego ma gościa, któren by i samemu Radziwiłłowi
honoru mógł przymnożyć.
Po pobiciu i wypędzeniu Kmicica poszła rozmiłowana w panu Wołodyjowskim szlachta po rozum
do głowy i uczyniła projekt ożenienia go z panną Aleksandrą. ?Co będziem dla niej męża po
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional