lektory on-line

Krzyżacy - Strona 216

patrzyły oczy łagodne i wychylała się twarz młoda, a pełna jakiegoś smutku.
- Sanderus! - zawołał nagle Zbyszko.
- Do usług - odpowiedział, zbliżając się, Niemiec.
- Zapytaj się tego rycerza, jaka jest najcnotliwsza i najcudniejsza dziewka na świecie.
- Jaka jest najcudniejsza i najcnotliwsza dziewka na świecie? - zapytał Sanderus.
- Ulryka de Elner! - odpowiedział Fulko de Lorche. I podniósłszy oczy w górę, począł raz
po razu wzdychać, Zbyszkowi zaś, gdy usłyszał takie bluźnierstwo, oburzenie zaparło dech
w piersi, a gniew chwycił go tak wielki, że zdarł na miejscu ogiera; zanim jednak zdołał
przemówić, Jędrek z Kropiwnicy przedzielił go koniem od cudzoziemca i rzekł:
- Nie będziecie się tu wadzić.
Lecz Zbyszko zwrócił się znów do przekupnia relikwij.
- Powiedz mu ode mnie, że sowę miłuje.
- Pan mój mówi, szlachetny rycerzu, że miłujecie sowę! -powtórzył jak echo Sanderus.
Na to pan de Lorche puścił cugle i prawą ręką począł odpinać, a następnie ściągać żelazną
rękawicę, po czym rzucił ją w śnieg przed Zbyszkiem, ów zaś skinął na swego Czecha, aby
ją podjął ostrzem kopii.
Wtem Jędrek z Kropiwnicy zwrócił się do Zbyszka z twarzą już groźną i rzekł:
- Nie spotkacie się, powiadam, póki się moje stróżowanie nie skończy. Nie pozwolę, ni
jemu, ni wam.
- Przecie ja go nie pozwałem, jeno on mnie.
- Ale za sowę. Dość mi tego, a który by się przeciwił... Ej-że!.. wiem i ja, jako pas
okręcić.
- Nie chcę się z wami bić.
- A musielibyście ze mną, boja tamtego poprzysiągł bronić.
- To jakże będzie? - spytał uparty Zbyszko.
- Ciechanów niedaleko.
- Ale co Niemiec pomyśli?
- Niech mu wasz człowiek powie, że tu spotkania być nie może i że pierwej musi być
książęce pozwoleństwo dla was, a komturowe dla niego.
- Ba! a jeżeli pozwoleństwa nie dadzą?
- To się przecie znajdziecie. Dość gadania.
Zbyszko, widząc, że nie ma rady, i rozumiejąc, że Jędrek z Kropiwnicy nie może istotnie
na bitkę pozwolić, zawołał znów Sanderusa, aby wytłumaczył lotaryńskiemu rycerzowi, że
bić się będą, dopiero jak staną na miejscu. De Lorche, wysłuchawszy słów Niemca, skinął
głową na znak, że rozumie, a następnie, wyciągnąwszy ku Zbyszkowi rękę, potrzymał przez
chwilę jego dłoń i ścisnął ją mocno po trzykroć, co wedle zwyczajów rycerskich oznaczało,
że bić się ze sobą gdziekolwiek i kiedykolwiek muszą. Po czym w pozornej zgodzie ruszyli
ku ciechanowskiemu zamkowi, którego tępe wieże widać już było na tle zarumienionego nieba.
Wjechali jeszcze za widna, lecz nim opowiedzieli się przy bramach zamkowych i nim
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional