lektory on-line

Krzyżacy - Strona 286

nim coś okropnego; więc zamilkł, oczy okrągłe, jakby skamieniałe ze strachu, utkwił w
groźnej twarzy spychowskiego pana i siedział bez ruchu - tylko broda poczęła mu się
trząść silnie.
Jurand zaś zwrócił się do siostry zakonnej:
- List macie?
- Nie, panie. Nie mamy listu. Co mamy do powiedzenia, kazano nam ustnie powiedzieć.
- Za czym mówcie!
A ona powtórzyła jeszcze raz, jakby pragnąc, by Jurand wbił sobie to dobrze w pamięć:
- Brat Szomberg i brat Markwart czuwają nad panienką, przeto wy, panie, hamujcie swój
gniew... Ale nie stanie się jej nic złego, bo choć przez wiele lat krzywdziliście ciężko
Zakon, jednakże bracia chcą wam dobrem za złe wypłacić, jeśli uczynicie zadość
sprawiedliwym ich żądaniom.
- Czego chcą?
- Chcą, abyście uwolnili pana de Bergowa. Jurand odetchnął głęboko.
- Oddam im de Bergowa rzekł.
- I innych brańców, których w Spychowie macie.
- Jest dwóch giermków Majnegera i de Bergowa, prócz ich pachołków.
- Macie ich uwolnić, panie, i wynagrodzić za uwięzienie.
- Nie daj Bóg, abym się o dziecko miał targować.
- Tego też po was spodziewali się pobożni zakonnicy - rzekła niewiasta - ale to jeszcze
nie wszystko, co mi kazano powiedzieć. Waszą córkę, panie, porwali jacyś ludzie, zapewne
zbóje i zapewne dlatego, aby wziąć od was okup bogaty... Bóg pozwolił braciom, że ją
odbili - i teraz niczego więcej nie żądają, tylko abyście im towarzysza i gościa oddali.
Ale bracia wiedzą i wy wiecie, panie, jaka w tym kraju jest ku nim nienawiść i jak
niesprawiedliwie sądzą wszystkie ich, choćby najpobożniejsze uczynki. Z tego powodu
bracia są pewni, iż gdyby tu ludzie dowiedzieli się, że córka wasza jest u nich, zaraz by
poczęli ich posądzać, że to oni ją porwali, i w ten sposób za swą cnotę zebraliby jeno
oszczerstwa i skargi... O tak! źli i złośliwi ludzie tutejsi nieraz im się już tak
wypłacali, na czym sława pobożnego Zakonu cierpiała bardzo - o którą bracia dbać muszą, i
przeto kładą ten jeszcze tylko warunek, abyście sami i księciu tej krainy, i wszystkiemu
srogiemu rycerstwu oświadczyli -jako i jest prawda - że nie bracia krzyżowi, jeno zbóje
waszą córkę porwali i że od zbójów musieliście ją wykupywać.
- Prawda jest - rzekł Jurand - że zbóje mi dziecko porwali i od zbójów muszę je
wykupywać...
Nikomu też nie macie inaczej mówić, bo gdyby choć jeden człowiek dowiedział się, żeście
układali się z braćmi, gdyby choć jedna żywa dusza albo gdyby choć jedna skarga poszła
czy to do mistrza, czy do kapituły - tedyby ciężkie zrodziły się trudności...
Na twarzy Juranda odbił się niepokój. W pierwszej chwili wydawało mu się dość naturalnym,
że komturowie żądają tajemnicy z obawy przed odpowiedzialnością i niesławą, ale teraz
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional