lektory on-line

Krzyżacy - Strona 432

- Nawet się nie spłonił i żyły mu nie nabrały! - zawołał jeden z braci.
- Bo - odpowiedział Powała - prosty jest nasz naród, nie znajęcy takich dostatków i
wygód, jakie tu widzę, ale czerstwy.
A tu zbliżyli się ku niemu rycerze włoscy i francuscy i poczęli odzywać się do niego swym
dżwiękliwym językiem, o którym stary Maćko mówił, że jest taki, jakby kto cynowe misy
potrząsał. Podziwiali tedy jego siłę, on zaś trącał się z nimi kielichem i odpowiadał:
- Często u nas przy biesiadach takie rzeczy czynią, a zdarzy się, że mniejszy tasak to ci
i poniektóra dziewka zwinie.
Ale Niemcom, którzy lubili się chełpić między obcymi wzrostem i mocą, wstyd było - i
brała ich złość, więc stary Helfenstein jął wołać przez cały stół:
- Hańba to dla nas! Bracie Arnoldzie von Baden, pokaż, że i nasze kości nie ze świec
kościelnych uczynione! Dajcie mu tasak!
Służba przyniosła wnet tasak i położyła go przed Arnoldem, ale on, czy to że zmieszał go
widok tylu świadków, czy że siłę w palcach miał istotnie mniejszą od Powały, zgiął
wprawdzie tasak przez połowę, ale nie zdołał go skręcić.
Więc niejeden z gości zagranicznych, któremu nieraz poprzednio szeptali Krzyżacy, jako w
zimie nastąpi wojna z królem Jagiełłą, zamyślił się mocno i przypomniał sobie w tej
chwili, że zima w tym kraju okrutnie bywa ciężka i że lepiej by może wrócić póki czas pod
łagodniejsze niebo, do rodzinnego zamku.
A było w tym to dziwnego, że podobne myśli poczęły im przychodzić do głowy w lipcu, czasu
pięknej pogody i upałów.
Rozdział XXXVI
W Płocku Zbyszko i Maćko nie zastali nikogo z dworu, albowiem oboje księstwo razem z
ośmiorgiem dzieci pojechali w odwiedziny do Czerska, dokąd ich zaprosiła księżna Anna
Danuta. O Jagience dowiedzieli się od biskupa, że miała zostać w Spychowie przy Jurandzie
aż do jego śmierci. Wiadomości te były im na rękę, bo i sami chcieli jechać do Spychowa.
Maćko wysławiał przy tym bardzo poczciwość Jagienki, że wolała udać się do umierającego
człowieka, który nie był nawet jej krewny, niż na zabawy czerskie, na których pląsów i
wszelakiej ochoty nie mogło zabraknąć.
- Może też uczyniła to i dlatego, aby się z nami nie zminąć - mówił stary rycerz. - Nie
widziałem jej już dawno i rad ją oba-czę, gdyż wiem, że i ona dla mnie życzliwa. Musiała
mi dziewka wyrosnąć - i pewno jeszcze gładsza, niż była.
A Zbyszko rzekł:
- Odmieniła się okrutnie. Gładka była zawsze, ale pamiętałem ją prostą dziewką, a teraz
to jej... choćby na pokoje królewskie.
- Tak że ci się odmieniła? Ba! ale to i stary ród tych Jastrzębców ze Zgorzelic, którzy
się "Na gody!" czasu wojen wołają.
Nastała chwila milczenia, po czym znów ozwał się stary rycerz:
- Pewnie tak będzie, jakom ci mówił, że jej się zechce do Zgorzelic.
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional