lektory on-line

Krzyżacy - Strona 193

- A choćby!... albo to ja gorszy od innych! - odrzekł opat.
- Nie gorszy, jeno lepszy.
Te słowa podziałały uspokajająco na opata, gdyż w ogóle gniew jego był krótkotrwały.
- No - rzekł - wyście moi krewni, a ona tylko krześniaczka, ale ja miłuję i ją, i Zycha
od dawnych lat. Lepszego człeka niż Zych nie ma na świecie, i lepszej dziewki niż
Jagienka też! Co będzie miał kto na nich powiedzieć?
l począł toczyć wyzywającym wzrokiem, lecz Maćko nie tylko nie przeczył, ale skwapliwie
potwierdził, że godniejszego sąsiada próżno by w całym Królestwie szukać.
- A co do dziewki - rzekł - córki rodzonej więcej bym nie miłował, niźli ją miłuję. Za
jej to przyczyną przyszedłem do zdrowia i tego jej do śmierci nie zapomnę.
- Potępieni będziecie i jeden, i drugi, jeśli zapomnicie -rzekł opat - i pierwszy was za
to przeklnę. Ja krzywdy waszej nie chcę, boście moi krewni, i dlatego wymyśliłem sposób,
żeby to, co po mnie zostanie, było i Jagienkowe, i wasze - rozumiecie?
- Dałby Bóg. aby się to stało! - odrzekł Maćko. - Miły Jezu! piechtą bym poszedł do grobu
Królowej w Krakowie i na Łysą Górę, aby się drzewu Krzyża Świętego pokłonić.
Uradował się opat szczerością, z jaką mówił Maćko, uśmiechnął się i rzekł:
- Dziewka ma prawo przebierać, bo i gładka, i wiano godne, i ród zacny! Co ta dla niej
Cztan albo Wilk, kiedy i wojewodziński syn nie byłby nadto. Ale niechbym tak ja, nie
przymierzając, kogo zaswatał - toby za niego poszła, bo mnie miłuje i wie, że jej źle nie
poradzę...
- Dobrze temu będzie, kogo zaswatacie - rzekł Maćko. Lecz opat zwrócił się do Zbyszka:
- A ty co?
- Ano, ja tako myślę, jako i stryjko... Zacne oblicze opata rozjaśniło się jeszcze
bardziej; uderzył Zbyszka dłonią w łopatkę, aż się rozległo w alkierzu, i zapytał:
- Czemuś to przy kościele ni Cztana, ni Wilka do Jagienki nie dopuścił?... co?...
- By zaś nie myśleli, że się ich boję, i byście nie myśleli i wy.
- Ale i święconą wodę jej podałeś.
- A podałem.
Opat uderzył go po raz drugi:
- To... to ją bierz!
- Bierz ją! - zawołał jak echo Maćko. Na to Zbyszko zagarnął pod siatkę włosy i
odpowiedział spokojnie:
- Jakoże ją mam brać, kiedym ja przed ołtarzem w Tyńcu Danusi Jurandównie ślubował?
- Ślubowałeś pawie czuby, to ich szukaj, a Jagienkę zaraz bierz.
- Nie - odrzekł Zbyszko - potem jak na mnie nałęczką rzuciła, ślubowałem, że ją za żonę
wezmę.
Twarz opata poczęła nabiegać krwią; uszy mu posiniały, a oczy poczęły wychodzić na
wierzch: zbliżył się do Zbyszka i rzekł potłumionym przez gniew głosem:
- Twoje śluby plewa, a ja wiatr- rozumiesz! Ot! I dmuchnął mu w głowę tak potężnie, że aż
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański, producent aparatury destylacyjnej aparatura do bimbru.

Valid XHTML 1.0 Transitional