lektory on-line

Krzyżacy - Strona 448

panowanie rozszerzyć, to pokój z Niemcami czyni, a jak tam dokaże tego, co przed się
zamierzył, znów Niemców za łeb! Nie mogą sobie oni dać rady ani z nim, ani z tą
nieszczęsną Źmujdzią. Raz on ją im odbiera, drugi raz oddaje - i nie tylko oddaje, ale
sam im ją pomaga pognębić. Są tacy między nami, ba i na Litwie, którzy mu to za złe mają,
że on ze krwią tego nieszczęsnego plemienia tak igra... I ja bym, szczerze mówiąc, za
hańbę mu to miał, żeby to nie był Witold... Bo wżdy tak sobie czasem myślę: a nuże on ode
mnie mądrzejszy i wie, co robi? Jakoż słyszałem od samego Skirwoiłły, że on z tej krainy
wrzód wiecznie ciekący w krzyżackim ciele uczynił, aby zaś nigdy do zdrowia nie
przyszło... Matki na Źmujdzi zawdy będą rodziły, a krwi nie szkoda, byle nie szła na
marne.
- Mnie tam jeno o to chodzi, czy Zbyszko wróci.
- Jak Bóg pozwoli, ale bogdajeś to, dziewczyno, w szczęśliwą godzinę powiedziała!
Jednakże upłynęło jeszcze kilka miesięcy. Doszły wieści, że pokój istotnie stanął; zboża
stały się płowe, ciężarne kłosami, poletki zasiane gryką dobrze już zrudziały, a o
Zbyszku nie było i słychu.
Na koniec po pierwszych sprzętach nie mógł już wytrzymać Maćko i zapowiedział, że wyruszy
do Spychowa, wieści tam, jako w bliższych stronach Litwy, zasięgnąć i zarazem
gospodarstwo Czecha obejrzeć.
Jagienka naparła się z nim jechać, ale on jej nie chciał brać, więc poczęły się między
nimi o to spory, które trwały przez cały tydzień. Aż gdy pewnego wieczoru sprzeczali się
tak z sobą w Zgorzelicach, wpadł jak wicher na dworski podwórzec chłopak z Bogdańca boso,
oklep, bez kapelusza na płowej czuprynie i zakrzyknął im przed przyłapem, na którym
właśnie siedzieli:
- Młody pan wrócił!
Zbyszko wrócił istotnie, ale jakiś dziwny: nie tylko wychudły, spalony wichrem polnym,
wynędzniały, lecz zarazem obojętny i małomówny. Czech, który przyjechał wraz z żoną z nim
razem - gadał za niego i za siebie. Mówił tedy, że wyprawa widocznie się jednak udała
młodemu rycerzowi, gdyż w Spychowie złożył na trumnach Danusi i jej matki cały pęk
rycerskich pawich i strusich pióropuszów. Wrócił też ze zdobycznymi końmi i zbrojami, z
których dwie były nadzwyczaj cenne, choć okrutnie razami miecza i topom pocięte. Maćko
płonął z ciekawości, aby się o wszystkim dokładnie z ust bratanka wywiedzieć, ale ów
machał tylko ręką i odpowiadał półsłówkami - a trzeciego dnia zachorzał i musiał się
położyć. Pokazało się, że miał zbity lewy bok i złamane dwa żebra, które źle złożone
"przeszkadzały" mu w chodzeniu i oddychaniu. Odezwały się także i te dolegliwości, na
które swego czasu cierpiał po wypadku z turem - a do zupełnego poderwania jego sił
przyczyniła się i droga ze Spychowa. Nie było to wszystko samo w sobie groźne, bo chłop
był młody i niepożyty jak dąb - ale na razie ogarnęło go jakieś niezmierne znużenie, jak
gdyby wszystkie trudy, które poniósł, teraz dopiero zaczynały mu chodzić po kościach. Z
początku myślał Maćko, że po dwóch albo trzech dniach odpoczynku w łożu wszystko minie, a
Nasi Partnerzy/Sponsorzy: Wartościowe Virtualmedia strony internetowe, Portal farmeceutyczny najlepszy i polecany portal farmaceutyczny,
Opinie o ośrodkach nauki jazy www.naukaprawojazdy.pl, Sprawdzony email marketing, prawnik Toruń, Najlepsze okna drewniane Warszawa w Warszawie, Zdrowa żywność sklep wegański.

Valid XHTML 1.0 Transitional